Człowiek Niezwykły - Wspomnienie o O. Prof. Mieczysławie A. Krąpcu.

 

Emil Mastej

 

Działalność zgromadzeń zakonnych przyczyniła się w znacznej mierze do stworzenia i  ubogacenia kultury europejskiej. To dzięki nim, szczególnie w okresie średniowiecza, mogła rozwijać się nauka i kultura, a nawet rolnictwo. Bezcennym wkładem w dzieło budowania Europy było formowanie ducha poszczególnych społeczeństw i ludzkich sumień, w oparciu o wartości chrześcijańskie. Wśród wielu zgromadzeń, niewątpliwie na uwagę zasługują Dominikanie, Ordo Fratrum Praedicatorum (OP), będący zakonem żebraczym. Gdy przybyli do Polski, około 1220-21 roku, od samego początku, szerzyli Ewangelię słowem i przykładem. Jednocześnie wpływali na rozwój teologii i filozofii.

 

W ubiegłym stuleciu wielką postacią Zgromadzenia był, o. Jacek Woroniecki (1878-1949), profesor teologii moralnej i pedagogiki. Uznawany często za najwybitniejszego polskiego moralistę, rozwijającego myśl św. Tomasza z Akwinu. Pracował naukowo w Uniwersytecie we Fryburgu (tam ukończył studia przyrodnicze i teologiczne), Berlinie, Rzymie (dominikańskie Kolegium „Angelicum”), Krakowie, Lwowie i Lublinie (Katolicki Uniwersytet Lubelski, którego był rektorem). Jego dziełem życia pozostaje, ciągle aktualna, wszechstronna praca Katolicka etyka wychowawcza.

Innym, wybitnym członkiem Zakonu, a zarazem barwną postacią (żołnierz, kapelan wojskowy, brał udział w bitwie pod Monte Cassino) był ojciec profesor Józef I. M. Bocheński (1902-1995). Ceniony i uznany w świecie wykładowca logiki i filozofii („Angelicum”, Kraków, Fryburg); autor, między innymi: Formale logik,  A History of Formal Logic, The Logic of Religion, a zarazem znawca systemu sowieckiego.

 

Współpracował z wieloma uniwersytetami, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. W Szwajcari, w Uniwersytecie we Fryburgu, pełnił funkcję dziekana i rektora (1964-1966). Dał się również poznać jako znakomity duszpasterz i gorliwy kaznodzieja, dotykający, z wielką prostotą, mądrością i wyczuciem, najtrudniejszych problemów życia ludzkiego (Kazania i przemówienia, dwa tomy).

 

Do grona tych znakomitych postaci należy również, zmarły w kwietniu, tego roku, ojciec profesor Mieczysław A. Krąpiec (ur.1921 r.). Od 1968 profesor KUL, a w latach 1970-1983 rektor tej jedynej, prywatnej uczelni za żelazną kurtyną. Przyczynił się znacznie do jej rozwoju i odnowienia naukowego. Posiada imponujący dorobek naukowy, związany z problematyką filozofii klasycznej, w sposób szczególny uwzględniający myśl św. Tomasza. Obejmuje ponad 400 artykułów, studiów i rozpraw oraz ponad 30 pozycji książkowych, wśród których warto wymienić chociaż kilka tytułów: Realizm ludzkiego poznania, Teoria analogii bytu, Dlaczego zło? Rozważania filozoficzne, Z teorii i metodologii metafizyki, Metafizyka. Zarys podstawowych zagadnień, Ja-człowiek. Zarys antropologii filozoficznej, Psychologia racjonalna, Ludzka wolność i jej granice. Jego twórczość jawi się jako najwszechstronniejsze i największe dokonanie w zakresie filozofii klasycznej w Polsce i na świecie w XX wieku.

Należy podkreślić, iż niektóre prace doczekały się przekładów na wiele języków europejskich, a nawet chiński. Ojciec prof. Krąpiec był również inicjatorem wydania i przewodniczącym komitetu naukowego Powszechnej encyklopedii filozofii, dzieła wyjątkowo cennego, bo stanowiącego próbę wypełnienia ogromnego braku w polskiej kulturze filozoficznej i całej humanistyce. Dotychczas ukazało się 7 tomów. 

Jego wykłady i seminaria były zawsze interesujące, pulsowały życiem. Prowadząc je nie korzystał z notatek. Mówił z pamięci, posługując się przepiękną polszczyzną. Niekiedy wielkie skupienie, a nawet swego rodzaju napięcie intelektualne, przeplatało się z gromkimi wybuchami radosnego śmiechu studentów. Świetnie wyczuwał atmosferę panującą w sali wykładowej, ewentualne znużenie i zmęczenie słuchaczy, lub zagubienie czy zakłopotanie intelektualne. Dlatego trudne i zawiłe problemy ilustrował i przeplatał  przekonywującymi epizodami z życia codziennego (przeważnie komicznymi), licznymi dowcipami, lub cytując z pamięci klasyków filozofii (po grecku lub łacinie), literatury pięknej lub poezji. W ten sposób, przybliżał istotę, nie zawsze łatwych zagadnień, i oswajał studentów ze skomplikowaną aparaturą pojęciową.

 

Podkreślał, iż prawdziwego filozofowania nie można nauczyć się samemu, ale tylko w obcowaniu z mistrzem, w bezpośrednim kontakcie i dialogu, a jednocześnie w jego uważnym, pełnym uzasadnionego krytycyzmu, „podglądaniu”. Nigdy nie dyktował studentom jak mają rozwiązać dany problem. Cenił ich samodzielne myślenie i do niego zachęcał. Starał się podpowiadać, pokazywać, co, i jak można rozwinąć w jakimś temacie. Zachęcał jednocześnie do rzetelnej, krytycznej i pogłębionej refleksji nad 

poglądami innych myślicieli, aby uczyć się unikania błędów popełnionych w przeszłości, i jednocześnie dostrzegać to, co cenne oraz wartościowe w ich rozumowaniu. Był otwarty i szanował rozmówców, chciał i potrafił rozmawiać z każdym człowiekiem niezależnie od wykształcenia. Jednak podczas dysput w gronie specjalistów nie godził się nigdy na głupotę i myślenie prowadzące do absurdu lub sprzeczności. Wtedy nie wahał się używać mocnych określeń: „bzdura skończona” lub „popłuczyny”. Wypromował 300 magistrów i 60 doktorów, z których wielu prowadzi dalej pracę w różnych ośrodkach naukowych.  

W sposób zdroworozsądkowy patrzył na świat, który traktował jako dzieło Byty Doskonałego - Absolutu. I jeśli nawet odkrywał wiele „niedorzeczności” w myśleniu i działaniu innych, to starał się nie tracić poczucia humoru. Był realistą, nie tylko wtedy gdy uprawiał metafizykę (podstawową naukę filozoficzną), ale również podczas pełnienia odpowiedzialnej funkcji bycia Rektorem. Nie było tajemnicą, iż władze komunistyczne dążyły do stopniowego zniszczenia Uniwersytetu. Najpierw chciano ograniczyć jego działalność, poprzez likwidację niektórych wydziałów tudzież kierunków (szczególnie w latach stalinowskich), a następnie zamierzano zniszczyć bazę materialną przez podatki, a nawet odbieranie budynków. W jednym z wywiadów wspomina:

 

- Rzeczą rektora było postarać się o pieniądze. Gomułka zarządził, że zebrane pieniądze mają być opodatkowane (ponownie!). Nie płaciliśmy, bo nie mieliśmy skąd. W związku z tym nasz dług wynosił ponad 70 mln złotych. Na KUL nałożona została hipoteka, wszystkie budynki zostały wycenione na 8 mln zł, a hipoteka wynosiła już 10 mln zł, dlatego też nic już nie było nasze. Gierka znałem dobrze. Kiedyś w rozmowie stwierdziłem, że się różnimy bardzo, a Gierek mówi do mnie: „Księże rektorze, ksiądz pracuje dla polskiego narodu, ja też, tylko trochę inaczej”. - Jak tak - mówię - to się jakoś dogadamy... Poznałem również Szlachcica, członka Biura Politycznego, który miał pod sobą Kościół (tzw. element nieprzestępczy), wojsko, milicję, sądy i więzienia. Mówiłem mu: „Wy twierdzicie, że służycie ludowi, a nasi studenci to są zasadniczo synowie i córki chłopskie. I my za to mamy płacić podatki?”. I właśnie moja rozmowa z władzami - z Gierkiem i ze Szlachcicem - sprawiła, że przyszło pismo od premiera Jaroszewicza zwalniające nas z podatków i przekreślające hipotekę.

 

Charakter i sposób myślenia Ojca Rektora oddaje również inne zdarzenie. Otóż na działce należącej do Uczelni, przy Al. Racławickich planowano wybudować tzw. pałac ślubów. Bo to ładne miejsce (naprzeciwko starego, dobrze utrzymanego parku) i centrum miasta. Ojciec Rektor w rozmowie z jednym z wpływowych przedstawicieli władzy, nie sprzeciwiał się pomysłowi. Podkreślił, iż jest to raczej dobra propozycja, czym zaskoczył swojego rozmówcę. Zaproponował jedynie pewne uzupełnienie do projektu. A mianowicie, aby od lokalu ślubów, wyłożyć czerwony chodnik, do pobliskiego kościoła akademickiego, połączonego z gmachem KUL-u. W ten sposób, młode pary, po podpisaniu kontraktu cywilnego, będą mogły zawrzeć Sakrament Małżeństwa. A więc będzie wygodnie i z pożytkiem dla wszystkich. Po tej rozmowie zaniechano odebrania działki, budowania planowanego lokalu w atrakcyjnym miejscu i dalszych dyskusji na ten temat.

 

W ujęciu Ojca Krąpca, filozofia (metafizyka), polegała na zrozumieniu rzeczywistości (świata realnie istniejącego) i przez to, na zrozumieniu sensu bycia człowiekiem (antropologia filozoficzna). U podstaw poznania filozoficznego leży zawsze pytanie „dlaczego?”  Dlaczego świat istnieje, dlaczego jest dobro, zło itd. Krótko mówiąc jest to pytanie o przyczyny tego, czego doświadczamy. Punktem wyjścia poznania naukowego jest fakt istnienia „czegoś”, jakiejś rzeczy lub osoby. Tak, na ten temat, w sposób bardzo przekonywujący, mówił sam Mistrz:   

 

- W sądzie egzystencjalnym stwierdzam: to oto istnieje! Niech pani to coś zobaczy, dotknie, powącha. To nie jest myśl, to jest coś w sobie, co istnieje. Ta choinka inaczej istnieje, inaczej istnieje człowiek. Fakt istnienia decyduje o bycie. Młody chłopak w gimnazjum zakocha się w dziewczynie - w Barbarze, i poza Barbarą świata nie widzi. Barbara jest wszystkim, myśli o niej itd. Jak to jeden pisał: „Przesłoniłaś mi cały świat - cały świat w tobie widzę”. Ale ta Barbara przyprowadziła koleżankę - jeszcze ładniejszą od siebie i milszą. Ten patrzy: Boże!, to istnieje nie tylko Barbara, ona nie jest jedyną rzeczywistością! Każda rzecz istniejąca jest niepowtarzalna.

 

Natomiast punktem dojścia (ukoronowaniem) analiz metafizycznych jest wyjaśnienie badanego przedmiotu (poszczególnych bytów – tego, co istnieje, i całej rzeczywistości) przez wskazanie ostatecznych przyczyn (racji) jego istnienia. Dopiero w oparciu o ustalenia (rezultaty) z zakresu metafizyki - zdaniem Ojca Krąpca - można przystąpić do przedstawienia struktury bytu ludzkiego, czyli podjęcia jednego z najciekawszych i zarazem najtrudniejszych pytań: kim jest człowiek? Dlaczego jest to sprawa ważna? Bo, jak sam stwierdza:  prawda o człowieku jest dla nas konieczna jak powietrze dla płuc. Dla realisty, jawi się on, jako byt realno-duchowy, istota rozumna. Jego duchowa natura przejawia się w zdolności do intelektualnego poznania (odczytania) rzeczywistości, do wolnego i świadomego działania (podejmowanie wszelkich decyzji do realizacji konkretnego czyny) oraz do otwarcia się na wartości ( prawda, dobro, piękno) tudzież do ich  bezinteresownego umiłowania. A gdy trzeba, do bezkompromisowej obrony. To wszystko, wyróżnia człowieka jako osobę, ze świata przyrody i rzeczy. A więc osoba, w ujęciu Ojca Profesora, jest bytem przekraczającym (transcendującym) determinacje świata materialnego. Jednocześnie człowiek jako osoba transcenduje również społeczeństwo na mocy bycia podmiotem prawa i posiadania niezbywalnej wartości (godności). Zatem człowiek, byt suwerenny, ma być celem działania takich struktur jak społeczeństwo i państwo. Ale nigdy odwrotnie ! – co zawsze mocno akcentował - niestrudzony w odkrywaniu prawdy, Ojciec Rektor.

 

Według niego, celem życia każdego człowieka była aktualizacja dobra osoby. A na pytanie, o to, co najważniejsze w życiu każdego z nas, odpowiedział: - Najważniejsze to być człowiekiem odpowiedzialnym za swoje czyny, a więc za swoje poznanie, za swoje działanie i za swoje życie, bo człowiek rodzi się w czasie, ale żyje na wieczność. Dzisiaj robi się wszystko, aby tę drugą partykułę: "żyje na wieczność", wyrzucić ze świadomości człowieka. Naszym zadaniem jest zwracanie uwagi na realnego człowieka, który gdy już się narodził, żyć będzie zawsze.

 

Ojciec Krąpiec cały czas śledził wydarzenia i to nie tylko w kraju. Głęboko przeżywał spustoszenia intelektualne i moralne spowodowane wpajaniem ideologii komunistycznej w postaci marksistowskiej filozofii, propagandą laicko-ateistyczną („bełkotem”) i zaplanowaną, przymusową indoktrynacją w czasach PRL.  Po 1989 r. przeciwstawiał się szczególnie, dominującemu  w mediach relatywizmowi; demaskował stwarzanie pozorów i kłamstwa w życiu społecznym, polityce i kulturze. A przy tym, przekonywał, abyśmy  poznawali i doceniali dziedzictwo dziadów i ojców naszych, nierozerwalnie związane z wartościami chrześcijańskimi. Ta aktywna, bezkompromisowa postawa, oraz jasno głoszone poglądy, nie zawsze przysparzały Mu zwolenników. Najczęściej, we wpływowych środkach masowego przekazu,  przemilczano lub marginalizowano osobę i dorobek naukowy Ojca Profesora.

 

Będąc pokornym chrześcijaninem doskonale dostrzegał realne zagrożenia i wyzwania dla Kościoła i Ojczyzny w nowej rzeczywistości. Rozumiał, iż nastąpił okres szczególnych zmagań o człowieka i oblicze Polski. Między innymi, dlatego związał się z Radiem Maryja, gdzie bywał gościem, wygłaszał również felietony na aktualne tematy społeczne, filozoficzne i religijne.

 

Służył wytrwale Bogu i Ojczyźnie pracując do ostatnich chwil ziemskiego pielgrzymowania. Zachęcał nieustannie do: używania rozumu i dobrej woli, by przez decyzyjne wybory dobra móc żyć i to żyć ostatecznie w Bogu. Wznosząc się ponad codzienność, spróbujmy zgłębić sens tych słów.

                                                                                                                      

                                                                                                                             Emil Mastej