Stan wojenny inaczej.                                                                   

 

Przypisek do twórczości internowanych.

 

 Emil Mastej

Stan wojenny wprowadzono w nocy, z 12 na 13 grudnia 1981 r., na obszarze całego państwa. W ramach akcji „Jodła” zatrzymywano działaczy NSZZ „Solidarność”, Niezależnego Zrzeszenia Studentów i osoby związane z opozycją. Pozbawionych wolności, przewożono pod osłoną nocy, do tzw. „ośrodków odosobnienia”, powstałych na terenie całego kraju. Utworzono ponad 50 obozów, przeważnie w zakładach karnych i przy aresztach śledczych.

Według oficjalnych danych, w okresie stanu wojennego wydano 10132 decyzje o internowaniu w stosunku do 9736 osób. 396 osób było internowanych ponownie po wcześniejszym zwolnieniu. W ogólnej liczbie internowanych było 8728 mężczyzn i 1008 kobiet (wśród nich były matki nieletnich dzieci, samotnie wychowujące dzieci, kobiety w zaawansowanej ciąży i osoby chore).

 

Na początku internowanych obowiązywał regulamin tymczasowego aresztowania, potem został nieco złagodzony, ale nigdy nie zrezygnowano z różnych form represji jak np. rewizje osobiste przeprowadzane przed i po widzeniu oraz rewizje cel, zastraszanie, szantaż czy wymuszanie podpisania deklaracji lojalności.

 

Internowani różnie wykorzystywali czas więziennej codzienności. Znamiennym pozostaje fakt, iż zasadniczo w każdym z obozów, w sposób spontaniczny, rozwinęła się działalność plastyczna. Polegała na wytwarzaniu kopert z nadrukiem, znaczków, bloczków, kartek pocztowych, plakatów, gazetek oraz broszur. Było to nie tylko wynikiem konieczności  zagospodarowania „czasu wolnego”, ale zwykłej potrzeby serca ludzkiego i sensownego wykorzystania daru jakim jest czas. Niektórzy z twórców byli osobami utalentowanymi, przed internowaniem interesowali się sztuką oraz pewną formą tworzenia. Ale byli również tacy, których talent i zdolności ujawniły się dopiero podczas pobytu za kratami więzień.

 

Pieczątki były wykonywane w gumie kreślarskiej, wykorzystywano również kawałki gumy znalezionej na terenie więzienia, czy linoleum oderwanego od podłogi celi, a nawet kawałki z odpowiedniego drewna. Początkowo za dłutko służyły żyletki lub ich części osadzone w oprawkach wytworzonych dzięki własnej pomysłowości, lub kawałki zaostrzonej blachy z puszek po konserwach. Potem udało się przemycić na tereny obozów prawdziwe dłutka, a nawet skalpele i szkła powiększające. Dzięki temu poprawiała się zarówno jakość jak i ilość pieczątek. Jako farby do pieczątek i druków służył między innymi tusz otrzymany z wkładów do długopisów (odpowiednio rozcieńczony), farbki plakatowe, mazaki i farby podkładowe. Dysponowano nawet przemyconą farbą drukarską. Koperty, albo gotowe kartki pocztowe otrzymywano na widzeniach od rodzin. Niekiedy sami internowani wytwarzali je z papieru pakunkowego (szarego) lub papieru otrzymanego na widzeniach. Pieczątki odciskano na kopertach, kawałkach papieru, książkach prywatnych, modlitewnikach, szarfach, kartkach pocztowych i koszulach więziennych. Wykorzystywano również prześcieradła i ręczniki (rodzaje ścierek) więzienne do tworzenia chust pamiątkowych. Z chleba tworzono różańce, postacie historyczne i religijne. W drewnie powstawały płaskorzeźby; malowano również obrazy na płótnie i rysowano.  

 

Z monet, przeważnie dwu- lub pięciozłotowych, wyrabiano krzyżyki, serduszka, medale z dedykacjami dla najbliższych. Monetę  obrabiano w ten sposób, ze najpierw zeszlifowywano papierem sciernym, kamieniem ze spacernika lub przemyconym pilnikiem, zarówno awers jak i rewers. Nastepnie polerowano na kocu lub kawalku flaneli, az do uzyskania własciwego połysku. Potem wkładano do stopionej parafiny, a gdy ostygła, to za pomocą igły lub szpilki ryto odpowiednie dedykacje lub ozdoby. Nastepnie zanurzano w kwasie solnym, a po kilku minutach wyjmowano i przepłukiwano w wodzie. Ostatnią fazą było już tylko polerowanie.

 

Osobną dziedzinę stanowiło wydawanie kilkustronicowych gazetek (format A 5), np. Nasza krata, miała kilkadziesiąt wydań w różnych obozach (Ilawa, Kwidzyn, Rzeszów-Zaleze). Wydawano również plakaty (format A-4) i broszury (format A-5). Wytwarzano je metoda "igiełkowa". Polegała na wykorzystaniu odpowiedniego gatunku foli, która naciągano na sztywna ramkę. Następnie podkładano pod nią wykonany rysunek lub zdjęcie, a potem dziurkowano igła lub szpilka punkt przy punkcie. 

Wymagało to dokładności i cierpliwości. Tak powstałą matrycę przytwierdzano z jednej strony do płaskiej, twardej powierzchni (np. deski) i podkładano pod nią czystą kartkę. Następnie rozprowadzano po matrycy rozcieńczony tusz, używając do tego zwinięty kawałek materiału lub gąbki. Tusz lub rodzaj farby przenikał przez wyigiełkowaną powierzchnię i w ten sposób tworzył odbitkę na kartce. Jeśli plakat miał być wielokolorowy to do każdego koloru używano oddzielnej matrycy.

 

Dzisiaj trudno ustalić ilość wszystkich wytworzonych dzieł (pieczątek, kartek pocztowych, plakatów, broszur, gazetek, rysunków itd.). Na pewno, w skali kraju, były ich tysiące. Znaczną ich część udało się przemycić na widzenia z najbliższymi. W ten sposób zostały wyniesione i ocalone. Niestety, pewna część była konfiskowana  podczas rewizji cel oraz rewizji osobistych, którym poddawano internowanych przed każdym widzeniem i transportem do nowego obozu. Te, które zachowały się przeważnie w zbiorach prywatnych, świadczą, że internowani twórcy pamiętali o ważnych rocznicach jak np. 3 Maja, rocznicy odzyskania niepodległości, Powstania Warszawskiego, Poznania 1956 r. Upamiętniano również wielkich Polaków (Jan Paweł II, prymas kardynał Stefan Wyszyński, marszałek Józef Piłsudski, gen. Sikorski).

 

Odwoływano się do postaci religijnych: Bogarodzicy, Chrystusa, ojca Maksymiliana Kolbe, znajdowano inspirację w krzyżu. Oglądając je, z jednej strony, widzimy elementy patriotyczne nawiązujące do naszej historii i jej wielkich postaci, z drugiej zaś, pierwiastki religijne, głęboko chrześcijańskie. Pozostają one ze sobą nierozerwalnie splecione, tworząc harmonijną całość. Bo w istocie rzeczy, nie można zrozumieć  polskie­ go patriotyzmu w oderwaniu od wartości religijnych.

Zawsze w chwilach osobliwych i trudnych sięgaliśmy do wzmacniającego źródła siły, jakim było i jest chrześcijaństwo. Dowodzą tego dzieje naszego Narodu, od roku 966, kiedy to książę Mieszko i jego drużyna przyjęła chrzest, i wpisani zostaliśmy na trwałe w krwioobieg kultury łacińskiej. Wtedy rozpoczął się niełatwy proces kształtowania przestrzeni polskich sumień.

 A nasze krajobrazy ubogaciły nie tylko kapliczki przydrożne i krzyże, ale wielkie dzieła architektury, literatury i sztuki.

Mogliśmy obficie korzystać z całego bogactwa związanego z dorobkiem starożytnej Grecji, Rzymu, a nade wszystko chrześcijaństwa. I to właśnie ono uczy najlepiej czym jest prawda, dobro, autentyczna solidarność i sprawiedliwość. A więc wartości, których również i dzisiaj bardzo potrzebujemy. Potrzebujemy, jak tlenu.  

                                                                                                                              Emil Mastej

PS. Stemple na kopertach wykonał Maciej Jan Klich, internowany, współzałożyciel Niezależnego Zrzeszenia Studentów na terenie Śląska. Twórca około 70 stempli w ramach poczty obozowej. Autora znaczków nie ustalono.