Kustosze mowy ojczystej                                                                

 

 

 Emil Mastej

Współczesna polszczyzna obfituje w dziwne zjawiska. Jednym z nich jest wulgaryzacja języka. Często uderza prymitywizm wypowiedzi połączony z agresywnym tonem, występujący nie tylko u młodzieży, ale również u osób w wieku średnim. Doświadczamy tego prawie wszędzie. Nie tylko w miejscach, gdzie wytatuowane ręce unoszą nabożnie cienkie szklanice z piwem, a zaczerwienieni na twarzy jegomoście wcierają z namaszczeniem sztywną pianę w pożółkłego od tytoniu wąsy.

 

Jednak optymiści, nieco przewrotnie, dostrzegają pozytywną stronę tego zjawiska. Gdyby ktoś nie wiedział jak walczyć z bardzo niskim ciśnienie, czy nadwagą, polecają bezwzględnie poddać się darmowej „kuracji poselskiej”. Wystarczy posłuchać debaty sejmowej, obejrzeć kilka programów z udziałem osób żyjących na koszt podatnika w roli głównej, aby doznać nagłego wyrównania ciśnienia i częściowo stracić apetyt.

Podobno powtarzana kuracja, oparta na tej metodzie przynosi efekty.

 

Niewątpliwie wśród panów polityków są tacy, których skuteczność oddziaływania na nasze samopoczucie i stan zdrowia może być zróżnicowana. Ale osobom marzącym o szybkich i wymiernych efektach, warto gorąco polecić, wystąpienia profesora Stefana Niesiołowskiego, marszałka Sejmu. W jednym z programów mówił: „TVP przypomina „telewizję stanu wojennego”. W tej samej audycji stwierdza również: „Trzeba wyeliminować Kaczyńskich – dwóch największych szkodników demokracji. Niech już nigdy ci panowie Polską nie rządzą“.

 

Oprócz tych błyskotliwych porównań i osobliwego wyrazu szacunku dla prezydenta, Profesor, nieustannie dopieszczany przez prywatne media, ujawnia jeszcze inną stronę charakteru i umysłu. Z dziecinną łatwością tworzy oryginalne określenia-zbitki. O A. Lepperze mówił: „ćwok z chamskim rechotem”, „gruboskórny prostak”, „warchoł”, „dopalająca się końcówka bełkotliwej hucpy”, Ryszarda Kalisza określił jako „porno-minister”, posłankę Beatę Kempę nazwał „babą z magla”, a Renatę Beger „atrakcyjną chłopką”. Zamiast komentarza przywołajmy stare polskie przysłowie: „Im puściej w głowie, tym szumniej w mowie”.

 

Aby wyborcy PO nie czuli się całkowicie zawiedzeni i rozczarowani, marszałek Niesiołowski, wciela się nie tylko w żonglera słowa, ale również przyjmuje rolę wyrozumiałego obrońcy kolegów partyjnych. O J. Palikocie, nazywającym prezydenta L. Kaczyńskiego „chamem”, mówi: „Nie możemy robić zarzutu z faktu, że ktoś jest wyrazisty. Poseł Palikot po prostu wyróżnia się na tle tej całej naszej politycznej szarzawki”. Przypuszczalnie kolejną próbą „uwyraźnienia” było nazwanie głowy państwa: „chorą psychopatyczną postacią”. Czyż takie słowa i postępowanie nie działa jak kojący balsam dla niejednej duszy, gdziekolwiek by nie była na ziemi?

 

Kiedy debatowano nad odebraniem immunitetu posłowi Z. Ziobro, Marszałek,  wypowie­dział się z absolutną pewnością moralisty: „Ziobro insynuuje i kłamie”, a jego wystąpienie określił jako: „pokaz cynizmu, kłamstwa, podłości, hipokryzji, pogardy dla przyzwoitości”. I znowu klasyka z repertuaru niesiołowszczyzny. Charakteryzuje ją potok soczystych epitetów zastępujący rzeczowe argumenty, i jak zwykle, brak szacunku dla każdego, kto myśli i postępuje inaczej.

 

W styczniu tego roku, była minister do sprawa rozwoju regionalnego G. Gęsicka skrytykowała rząd premiera Tuska za złe wykorzystanie środków unijnych. Natychmiast w debacie publicznej pojawił się czujny i troskliwy poseł Palikot. Stwierdził krótko: że prostytucja w polityce sięga nawet pani minister Gęsickiej”. Zamiast polemizować z tą wypowiedzią przedstawiciela partii rządzącej, przypomnę jedynie kolejne powiedzenie, zaczerpnięte z mądrości narodu, wypracowanej w ciągu wieków: „Poznać po mowie, co u niego w głowie”.

 

Wsłuchując się w wystąpienia obu dżentelmenów nie można oprzeć się wrażeniu, że prowadzą między sobą gorączkową rywalizację. Już nie chcą wracać do snów o Irlandii, lecz wolą całą energię skierować na pogłębianie szamba językowego. Właściwie ich postawa i zachowanie nie powinny zaskakiwać w obecnej sytuacji. Bo jeśli nie jest się zdolnym realizować budowy obiecywanych autostrad, zwalczać korupcję i mafię, czy uzdrawiać służbę zdrowia, lub znajdować skuteczną receptę na kryzys i bezrobocie, to pozostają jedynie igraszki językowe i eskalacja chamstwa. Tylko dzięki temu mogą zaistnieć i trwać. W tym się wyspecjalizowali i tak naprawdę niczego innego nie potrafią. Ale czy takich „polityków” potrzebuje kraj po latach zniewolenia i upokorzeń?

 

                                                                                                                                    Emil Mastej