Ekonomia i marzenie                                                                

 

 

 

Chcemy, czy nie, nasza codzienność naznaczona bywa elementami lęku i niepewności. Co prawda, część świata w której żyjemy wolna jest zasadniczo od głodu i wojny, ale tak naprawdę, to nikt nie może zagwarantować nam dostatku i zapewnić pokoju. Jakby na domiar złego, nie dysponujemy w tej materii, umiejętnością jednoznacznego przewidywania, ani ścisłością z dziedziny matematyki. To tylko pogłębia nasze poczucie niepewności, skłaniając do przekonaniu, iż podszewką czasów obecnych, jest w pewnym sensie niepokój i obawa. 

 

Ostatnie lata to ogromne zagrożenia wynikające z uzależnienia się wielu krajów europejskich od rosyjskich dostawców gazu i ropy. Każdej zimy jesteśmy szantażowani i prawie całkowicie bezradni. Jednak najbardziej aktualnym wyzwaniem i wielką próbą dla krajów rozwiniętych jest niewątpliwie kryzys ekonomiczny. Należy przypuszczać, iż na podwórku polskim mieliśmy wiele ważniejszych spraw do rozwiązania, bo dopiero niedawno partie rządzące, zdobyły się na jego odkrycie. A przecież trąbiono o nim od dawna w innych krajach dotkniętych kryzysem bankowym.

   

Nagle obalone zostały pewne nasze przyzwyczajenia myślowe i utrwalone mity. Odkrywamy, iż ciągły i systematyczny wzrost gospodarczy nie jest czymś oczywistym i pewnym. To nie jest żaden aksjomat. Nie dokonuje się również w sposób automatyczny, co dotychczas uznawaliśmy za rzecz naturalną. Nasze szare komórki nie podpowiadały nam, iż to, co przyjemne, dobre i łatwe, może się kiedyś skończyć. A na trudne czasy nie jesteśmy właściwie przygotowani. Nakarmieni urzekającą reklamą, zachęcani nieustannie do nabywania dóbr materialnych i nieskończonej konsumpcji, ulegliśmy, nie po raz pierwszy, uroczemu mitowi zbudowania dla siebie raju na ziemi. Syty i wyzwolony człowiek Zachodu przecenił swoje możliwości i siły. Gubi go najzwyklejsza bezmyślność, egoizm i pycha okraszona nieustanną chęcią używania. Wpadliśmy w wielką pułapkę. A powszechnie lansowana i obowiązująca ideologia dobrobytu, wygodnego życia i nieskończonego postępu odniosła kolejną klęskę.

 

Ceną za uleganie tyranii pieniądza i uwielbienie dóbr materialnych, może być nie tylko gorycz z powodu bycia oszukanym, ale również bankructwo i pogłębiająca się niepewność jutra. Trudno żyć w takiej atmosferze.

Rzeczywistość zmusza i pobudza do refleksji i to nie tylko o charakterze ekonomicznym. Powinniśmy przemyśleć ponownie nasz styl życia. Może warto również zastanowić się nad stosunkiem do dóbr materialnych i uczyć się oszczędzać zasoby naturalne, doceniać i szanować to, co już posiadamy. Szczególnie teraz, umiar w definiowaniu własnych potrzeb materialnych i racjonalne ich zaspokajanie, wydaje się być postulatem ważnym. Ale przyjdzie to raczej opornie, bo odwykliśmy myśleć w kategorii wyrzeczeń i samoograniczeń. A jak wiemy z życia codziennego, zmiana sposobów myślenia i postaw każdego z nas jest procesem bolesnym i następuje najtrudniej. Podobnie rzeczy się mają, kiedy coś zostaje zniszczone i nadszedł czas naprawy i przywracania  stanu  pierwotnego jakieś rzeczy. Potrzeba wówczas wiele cierpliwości i żmudnej pracy.

 

Marzę jedynie, aby w procesie wychodzenia z kryzysu gospodarczego zaczęto również uzdrawiać nasze myślenie. I aby wreszcie kierowano się prymatem etyki nad ekonomią. To mógłby być największy sukces w dziejach funkcjonowania współczesnej demokracji.  

 

 

                                                                                                                                    Emil Mastej