Ulubienica rozumnych

 

 

Różnie bywa określana. Jedni mówią o niej jako „matce głupich”, inni, że jest „siostrą cierpiących”. W chrześcijaństwie otrzymała godność jednej z cnót teologicznych. Stała się przedmiotem wielu dyskusji, a nasz język przyswoił sobie na trwałe powiedzenia o „nadziei w beznadziejności” (N. Mandelsztam) i „nadziei która umiera ostatnia”.

 

Jeśli nawet w życie człowieka wpisane są, „bojaźń, drżenie czy rozpacz” ( S. Kierkegaard), to dla ich przezwyciężenia potrzebne jest nastawienie woli ku oczekiwanemu dobru. Ono realnie istnieje, może przybierać różne formy i najczęściej jest trudne do zdobycia. Właśnie nadzieja, będąca napięciem woli, sprawia, że człowiek się nie zniechęćca, nie cofa przed trudnościami i nie poddaje się mimo przeszkód. Wręcz przeciwnie, mobilizuje się do jeszcze większego wysiłku i szuka wsparcia poza sobą, aby osiągnąć cel-dobro. Dla więźnia tym celem najważniejszym będzie wolność, dla bezdomnego zdobycie dachu nad głową, a bezrobotnego – praca.

 

W języku polskim mówimy, że ktoś ma nadzieję, czyli oczekuje urzeczywistnienia dobra jeszcze nie posiadanego. A więc jest ona obecna we wnętrzu człowieka, przynależy do jego duchowego wymiaru. I tam rozgrywają się nasze nieustanne zmagania o zachowanie „nadziei w beznadziejności”. Warto podejmować ten trud, bo „kto ma nadzieję, ten i we łzach się śmieje”.

 

Nadzieja może mieć również inny wymiar. W mowie potocznej spotykamy się ze stwierdzeniem, że ktoś żyje nadzieją. Czyli staje się ona stanem bytowania, postawą życiową; kiedy na przykład oczekujemy, iż nie stracimy posiadanego już dobra (pracy, zdrowia, majątku, przyjaciół, dobrego imienia), przeważnie zdobytego w trudzie. Jednak oczekiwanie to musi mieć zawsze racjonale (realne) podstawy. Nie może być oparte na samych emocjach, czy tzw. życzeniowym myśleniu. Dlatego nadzieja związana jest nierozerwalnie z roztropnością. A ta nie pozwala na łatwe zniechęcanie się w obliczu przeciwności, ani też nie godzi się na bierność i rezygnację. Jednocześnie chroni nas przed naiwną wiarą w całkowite liczenie na cudzą pomoc. Nadzieja więc nie jest jakąś formą bezrozumnej postawy i nie opiera się na ślepej wierze, że ktoś za nas wszystko dokona.

 

Towarzyszy nam nieustannie od początku bytowania, szczególnie w spotkaniu z drugą osobą. Tak często doświadczamy jej w okresie wiosny. Ta pora roku zawsze nastraja optymizmem, uskrzydla. Czujemy napływ nowych sił, odkrywamy ukryte w codzienności piękno: powabne zapachy, wyraźne, ale kojące barwy otaczającej przyrody, rozpiętej na wszechobecnej materii światła. 

 

Ale jest jeszcze inny czas, kiedy nadzieja przekracza progi naszych domów. Prawie niepostrzeżenie, wślizguje się w zimowy wieczór, rozświetlając świętą noc Bożego Narodzenia.

I z tej okazji życzę, Czytelnikom „Naszej Gazetki”, wszystkim Rodakom, aby NADZIEJA zagościła u każdego z nas. I aby pozostała z nami na zawsze.

 

                                                                                                      Emil Mastej