Jeszcze o Prezydenturze

dla Senatora Zbigniewa Romaszewskiego

 

Powyżej publikuję list, który otrzymaliśmy od Wicemarszałka Senatu p. Zbigniewa Romaszewskiego list, którego treść właściwie mnie nie zaskoczyła. Obserwując drogę p. Romaszewskiego zarówno w czasie walki z komuną jak i dalszą działalność polityczną nie sposób nie zauważyć kilka fundamentalnych zasad, które nim kierują. Do nich należą – trwałość poglądów, umiejętność zachowania prawa do własnej oceny, lojalność wobec ludzi z tej samej strony sceny politycznej, a tak po prostu – uczciwość wobec siebie i innych ludzi. Ktoś, kto na bieżąco obserwuje „wyczyny” polskich polityków na niezliczonych „debatach” telewizyjnych (zamiast pracować w Sejmie), wie, że cechy te nie należą do najczęś­ciej występujących.

 

Teraz chciałbym się odnieść do dwóch elementów zawartych w powyższym liście. Oczywiście zgadzam się z Panem Senatorem, iż, aby prowadzić skuteczną i poważną kampanię prezydencką trzeba mieć potężne zaplecze polityczne i dysponować znacznymi środkami finansowymi. Jednak Prezydenta RP (jak narazie) na szczęście wybiera społeczeństwo, społeczeństwo, które nie jest bynajmniej całkowicie przywiązane do PIS-u, PO, PSL czy SLD. Są dziesiątki tysięcy ludzi w Polsce, którzy o wolną Polskę walczyli, a o których nowi kombatanci nie chcą, albo wolą nie pamiętać. Są tysiące ludzi, którzy za tę walkę o niepodległość zostali brutalnie z kraju wyrzuceni, skazani na wieczną banicję z paszportem w jedną stronę. To jest to potężne zaplecze, które gdyby chciało, miałoby ogromny wpływ na polską scenę polityczną.

 

Ale te dziesiątki tysięcy ludzi, to postacie częstokroć rozgoryczone, znużone tym ciągłym awanturnictwem i gardłowaniem polityków, to ludzie, którzy usunęli się w swój świat. Nie idą do głosowania, bo już nie wierzą tym odwiecznym i niespełnionym obietnicom. Gdyby ich wyrwać z tego letargu politycznego, pobudzić raz jeszcze do oddania się Polsce, jestem przekonany, że polityczny świat w Warszawie zmieniłby swoje oblicze – na lepsze. A co do środków finansowych – jeśli jest wiarygodność, jeśli jest perspektywa czegoś lepszego – ludzie potrafią to wesprzeć...

 

Element drugi. Prezydent Lech Kaczyński, ma realne szanse na reelekcję – pisze Pan Senator. Bardzo chciałbym się mylić, ale Prezydent L. Kaczyński tych wyborów nie wygra. Jest to podobne złudzenie, jakie towarzyszyło reelekcji Prezydenta Lecha Wałęsy. I im wcześniej sobie to polska prawica uświadomi, tym lepiej. Dlaczego tak myślę?

 

Już przy wyborach parlamentarnych mówiłem, że to nie PO wygra, ale PIS przegra i niestety tak się stało. Bracia Kaczyńscy chcieli zrobić to co należało zrobić zaraz po roku 1989. Zrozumieli też, że pociąg z napisem Sprawiedliwość już ruszył w kierunku przeszłości. Więc próbowali go zatrzymać. Ale to było już nieosiągalne, bo byli komunistyczni aparatczycy i wyżsi rangą esbecy, po kresce Mazowieckiego, zdążyli nie tylko uchronić swoje głowy, ale doszli do możliwości operowania zwrotnicami na drodze tego pociągu. Paradoksem, że kreska Tadeusza Mazowieckiego uczyniła wiele zła, choć jej autor – podejrzewam intencje miał dobre.

 

Na Zachodzie od dawna wiadomo, że media tj. prasa, radio i te­lewizja są czwartą władzą. I w Polsce nie jest inaczej, co zresztą doskonale wyczuli politycy pchając się chętniej przed kamery niż do miejsca pracy czyli Sejmu. Przy tak zmasowanym ataku na PIS ze strony wielu mediów, ataku, który trwa nie od miesięcy, ale lata całe, wielu wyborców jest zdezorientowanych, inni mają serdecznie dość tych rozgrywek personalnych, a jeszcze inni po prostu uwierzyli temu co im się podaje. Wiele ludzi jest przekonanych, że ponowny wybór Lecha Kaczyńskiego, przy większości PO w Parlamencie będzie kontynuacją tego co trwa obecnie – stałym stanem zapalnym pomiędzy obu partiami.

 

A teraz jeszcze „prawybory” w PO. Nie wiem, kto to w PO wymyślił, ale autorowi tego posunię­cia należą się brawa od kolegów partyjnych. Tak naprawdę nie chodzi, o to – czy Mar­szałek Sejmu Bronisław Komorowski czy Minister Spraw Zagranicz­nych Ra­dosław Sikorski okaże się lepszym kandydatem z ramienia PO na Prezydenta RP, bo to już za­pewne Donald Tusk już sobie założył, tu chodziło o to, że od tygodni wszystkie sekwencje informacyjne, nagłówki gazet czy stron internetowych mówią o PO i przyzwyczajają wyborców do nazwisk. Potężna reklama, która normalnie kosztowałaby milio­ny, jest za darmo. Aż dziw, że w PIS żaden z mózgów ds mediów o tym nie pomyślał. Również nie do wykluczenia jest wariant ostatniej chwili – czyli Donald Tusk jako kandydat-wybawca w zamian za obu  swoich kandydatów wstępnych.

 

Reasumując, żaden z kandydatów na Prezydenta RP nie będzie tak niezależny od swo­ich partyjnych kolegów jak Senator Zbigniew Romaszewski. Polsce potrzeba Prezydenta, który wyciszy nastroje wzajemnego niszczenia się, szanującego prawa człowieka do własnych poglądów i ponadpartyjnego. Takim kandydatem byłby Senator p. Zbigniew Romaszewski – o czym z pełnym przekonaniem pozwoliłem sobie napisać.

 

                                                                                           Tadeusz M. Kilarski