„Nowi prorocy" narodu……

 

Nie, nie o filozofach, nie o wieszczach – poetach czy pisarzach, nie o malarzach czy kompozytorach... rzecz o dziennikarzach – nie wszystkich – na szczęście, o ich części, o tej gawiedzi dziennikarskiej, mającej samych siebie za wybrańców narodu, za mędrców i przewodników ludzkich ocen i sumień. Maja wykształcenie, lepszą lub gorszą polszczyznę... nie maja lustra, w którym mogli by zobaczyć swoje prawdziwe oblicza...

 

Prowadzą wywiady, dyskusje, pseudouczone debaty, z twarzą bez emocji, pouczają, udzielają głosu i zabierają go, przekonani, że to oni ustalają reguły gry, granice dla innych nieprzekraczalne, a które sami przekraczają bez zmrużenia powieki.... Filmują, a potem tną i sklejają tworząc obraz... na swoje podobieństwo. Człowiek? To zaledwie przedmiot ich podmiotu, jakim dla nich jest news.

 

Mój Boże! Czy potrzeba było tej tragedii, śmierci Prezydenta i Jego Małżonki, aby po raz pierwszy usłyszeć w jednej z prywatnych stacji telewizyjnych o nich coś w cieplejszym tonie? Pani O. panowie M. i R. Ich szkło zakropkowane kawą jakże karykaturyzujace postać Lecha Kaczyńskiego, jego Małżonki, brata, innych polityków znienawidzonego PIS-u. Wielokrotnie nie dało się już słuchać tych uszczypliwości, ironii, wręcz prób ośmieszania, a przy tym napuszczania bądź swoich gości bądź dzwoniących telewidzów rozgorączkowanych perspektywą wygłoszenia klakierskich bzdur na kanale ogólnopolskim.

 

I kiedy teraz mówią, że chyba zapędzili się, że nie zauważyli, iż przekraczają pewne granice – to im nie wierzę. To nie dzieci, ale dorosłe osoby, profesjonalni dziennikarze, którzy z pełną świadomością i premedytacją robili to by zabolało, zapiekło. I nie wiem, czy robili to zgodnie ze swoim sumieniem, czy linią ideową pracodawcy, ale wiem, że to było po prostu nieuczciwe. I wiem również, że dopóki sobie tego nie uświadomią, dopóki nie powiedzą tej oczywistości sobie samym – nie przed kamerami telewizyjnymi, czy mikrofonami radiowymi, ale w ciszy swoich mieszkań, to nie będzie ani lepiej, ani bardziej ludzko. A jeśli nadal nie wiedzą o czym piszę, niech w odosobnieniu włączą z archiwum kilka swoich audycji wysłuchując produkty swojego obiektywnego dziennikarstwa…

 

Ale ja nie wierzę, że będzie lepiej… Pięć lat temu, gdy Jan Paweł II Wielki odszedł do domu Ojca mieliśmy wszyscy przejść katharsis, stać się lepszymi. Popłakaliśmy sobie, potrzymaliśmy się za ręce w świetle lampionów i zniczy by… znowu wrócić do zaciśniętych pięści i plucia nienawiścią…

 

Jakże istotę prawdy utrafił abp Stanisław Gądecki  w homilii, wygłoszonej  w czasie mszy świętej żałobnej poświeconej Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, 14 kwietnia 2010 r. pod Poznańskimi Krzyżami…

 

 „Przez całe cztery lata szargano osobę Prezydenta i pomniejszano rangę sprawowanego przez niego urzędu, tym samym nie szanując tych, którzy go wybrali, ani majestatu Rzeczpospolitej. Dowodzono, że jest najgorzej wykształconym człowiekiem na tym stanowisku, mimo iż był jedynym z powojennych prezydentów, który posiadał tytuł profesora. Drwiono z jego patriotyzmu, a przywracanie pamięci przedstawiono jako małostkowość i zaściankowość. Kpiono z jego miłości do matki, żony, brata. Skąd się brała ta zjadliwa propaganda, która ostatecznie szkodziła nie tylko jemu, ale naszej Ojczyźnie? Dzień później - w tych samych gazetach - okazuje się nagle, że ten sam człowiek był największym patriotą. Czy nie jest to zastanawiająca obłuda? Jeśli cenzura nie istnieje, to w kogo ręku znajdują się dzisiaj nożyczki? Czy nie daje nam to nic do myślenia o rozległej manipulacji, jakiej pod­legamy codziennie i jakiej się często poddajemy, powtarzając, mimo wykształcenia, opinie, które nie przystoją osobom myślącym?….”

                                                                                          Tadeusz M. Kilarski

                                                                                           Redaktor Naczelny