Polski opłatek

 

Dzielenie się opłatkiem jest szczególnym momentem wieczerzy wigilijnej. Nabiera on niemal wymiaru mistycznego, przekraczającego ramy zmysłów i codzienności. Odsłania intymny obszar, gdzie czas traci swoje znaczenie i ważność, a liczy się prostota bycia. Wyrasta z tradycji chrześcijańskiej, gdy w pierwszych wiekach, na wigilijną mszę przynoszono chleby ofiarne (elegie) i błogosławiono je. Potem rozdzielano między wiernych, zabierano również do domów dla chorych, przesyłano krewnym i znajomym. Łamanie się opłatkiem wigilijnym stanowi bezpośrednie nawiązanie do Ostatniej Wieczerzy Chrystusa. Dlatego jest też żywym znakiem jedności, braterstwa i miłości.

 

Na ziemiach polskich, zwyczaj ten, ma prawdopodobnie korzenie szlacheckie i znany jest od XVII wieku. Rozpoczynał go zawsze pan domu, a w jego zastępstwie rola ta przypadała najstarszemu synowi. Dopiero po tej podniosłej chwili i jednoczesnym złożeniu sobie życzeń, żegnano się krzyżem świętym i zasiadano do stołu wigilijnego. Tego specyficznie polskiego zwyczaju nie zaniedbywano w czasach, kiedy kibitki gnały na Sybir i gdy więzienia, łagry oraz obozy koncentracyjne zapełniano Polakami. Bo „wśród nocnej ciszy”, gdy „Bóg się rodzi”, zbieraliśmy się zawsze, by dzieląc się opłatkiem, okazać sobie wzajemny szacunek i życzliwość. Tak było zawsze; w Ojczyźnie i na emigracji.

 

Jednym ze wielu świadectw na ten temat jest krótki opis internowanego w Szerokiej , w okresie stanu wojennego, w 1981 r.: „Zanim jednak usiądziemy do stołu, punktualnie o 18-tej schodzimy się wszyscy z całego bloku w pomieszczeniu służącym normalnym więźniom za świetlicę. Tam na dwóch taboretach – stolik, na nim biały obrus (ten od żony Jurka), świecznik zrobiony z kawałków pryczy, opłatki przyniesione z cel. Kiedy gromadzimy się wszyscy wokół stołu, Jurek H. z Żywca, pomysłodawca i inicjator spotkania, mówi parę słów. Potem fragment z Pisma Świętego, Ewangelia przypadająca na ten właśnie dzień i wspólna modlitwa w intencji wszystkich cierpiących, ich rodzin i tych, którzy czynią zło. Świadomie i nieświadomie.

Po modlitwie śpiewamy kolędy, składamy sobie wzajem życzenia łamiąc się opłatkiem. Trudno opisać jak wielkie znaczenie dla nas miała ta krótka chwila. Miast komentarza, napiszę tylko, że tak wielu płaczących mężczyzn jeszcze nie widziałem. Nie były to jednak łzy słabości. Był to swoisty płacz oczyszczenia, jednoczący nas na dobre i złe. Silnych umocnił jeszcze bardziej, słabych podniósł na duchu”. (M. Styczeń, W Szerokiej, w: „Zeszyty Historyczne Solidarności Śląsko-Dąbrowskiej”, z.1, Katowice 1995, s. 142).

 

Wigilijny opłatek ma nam również przypominać o powinności dzielenia się naszą dobrocią z innymi osobami, o bezinteresownym otwieraniu serc na ich potrzeby. Ma też zachęcać do wybaczania krzywd doznanych i wytrwania w pokoju ducha. Przy wigilijnym stole, odrywamy się od spraw tego świata i wszelkich utrapień. Wierni tradycji, kie­rujemy nasze serca ku bliskim i Bogu, który w tę „świętą noc” przyjmuje naturę człowieka dzieląc jego los. Dotykamy tajemnicy Miłości, która: „,nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, (...) wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 List św. Pawła do Koryntian, 13, 7).

 

I tego błogosławionego daru, z okazji Świąt Bożego Narodzenia, życzę

 

                                                                                     Wszystkim Czytelnikom Naszej Gazetki.

 

                                                                                                            Emil Mastej