Humor i polityka

Emil Mastej

W tzw. realnym socjalizmie trudno było podejrzewać aparatczyków i dygnitarzy o poczucie humoru. To byli ludzie z natury smutni i nudni. A ilość noszonych przez nich masek skrzętnie miała zakrywać ich prawdziwe ja. Poruszali się w ramach spłaszczonego obrazu świata, nie wykraczającego poza gorset „nieśmiertelnej nauki i idei wiecznie żywych”. Było im zupełnie obce, lub nieznane, zajęcie postawy intelektualnej, wyrażającej się w skłonności do odkrywania ujemnych, czasami absurdalnych, elementów życia. Nie potrafili również dokonać realistycznej oceny przeróżnych niedorzeczności i słabości ludzkich (humoru). I coś takiego mogło w ich móżdżkach pachnieć „pełzającą kontrrewolucją” lub „groteską burżuazyjną”.

 

Przypatrując się zachowaniu dzisiejszych polityków odnoszę wrażenie, że w tej materii, wiele ich łączy z zasuszonymi dygnitarzami minionej epoki. Nie można zauważyć u nich postawy życzliwej krytyki wobec samych siebie i otoczenia, czynionej w sposób taktowny i wyrozumiały. A przecież ten element wchodzi również w określenie humoru. Wręcz przeciwnie, charakteryzuje ich agresywność, a wielu wypadkach zwykłe prostactwo, brak kultury osobistej, a nawet problemy z poprawnym posługiwaniem się językiem ojczystym w mowie i piśmie. W ich wypowiedziach z okresu ostatnich lat, zasadniczo brakuje rodzaj intelektualnego pogłębienia, a umiejętności demaskowania własnych słabości i ograniczeń, jest im zupełnie obca.

 

Łączenie humoru i dowcipu z uprawianiem skutecznej polityki należy do rzadkości. Stanowi przywilej nielicznych i jest sztuką. Mistrzem w tej dziedzinie był republikański prezydent USA - Ronald Reagan. Przez blisko 40 lat, najpierw jako związkowiec, a potem polityk, walczył konsekwentnie z komunizmem, wierząc niezachwianie w zwycięstwo dobra i wolności. Współpracownicy mówili o nim jako człowieku ciepłym, pełnym dystansu do samego siebie i świata. Jego humor uwarunkowany był typem inteligencji, umożliwiającej dostrzeganie i ujawnianie związków między różnymi zjawiskami. Odnosił się szczególnie do  kontrastów i sprzeczności związanych z sytuacjami, cechami osób oraz zdarzeniami.

 

Podobno, czasami przytrafiło mu się zdrzemnąć podczas nudnych posiedzeń gabinetu. Nawiązując do tego faktu, jednemu ze swoich gości, powiedział w Gabinecie Owalnym Białego Domu, „Pewnego dnia ludzie powiedzą: tu sypiał Ronald Reagan”. Innym razem, pomny swych drzemek, oświadczył z poważną miną: „Wydałem rozkaz, aby w sytuacji nadzwyczajnej obudzić mnie o każdej porze, nawet jeśli jestem na posiedzeniu gabinetu”. Dla osób, które czasami lubią krótki i nieplanowany wypoczynek podczas przeróżnych narad, zebrań i dyskusji, są to przykłady krzepiące.

 

Poczucie humoru nie opuszczało go w chwilach najcięższych. Kiedy po zamachu na jego życie, w marcu 1981 r., znalazł się na stole operacyjnym, zwrócił się do lekarzy: Mam nadzieję, że wszyscy jesteście republikanami. A od jednej z osób obecnych na sali operacyjnej, usłyszał odpowiedź: „Myślę, Panie prezydencie, że w tej chwili wszyscy jesteśmy republikanami”. Można przypuszczać, że po tych słowach, od razu poczuł się lepiej.

 

W roku 1984 miał 73 lata i starał się o drugą kadencję. Podczas debaty z kandydatem demokratów - Walterem Mondale - dziennikarz prowadzący spotkanie zarzucił mu, że jest najstarszym kandydatem na prezydenta w historii USA. Zapytał go, czy w związku z tym sprosta obowiązkom związanym z tą funkcją. Riposta Reagana brzmiała: „Nie zamierzam robić z wieku problemu wyborczego. Nie zamierzam wykorzystywać młodości i braku doświadczenia mojego rywala w tej kampanii”.  Na te słowa wszyscy obecni, zareagowali  serdecznym śmiechem. A sam Mondale w swoich pamiętnikach napisał: „W trzy minuty po tej wypowiedzi Reagana wiedziałem, że przegrałem wybory”.    

 

Postawa i poglądy prezydenta Reagana były krytykowane przez najbardziej wpływowe media amerykańskie. Nienawidzili go wszyscy przywódcy krajów zza żelaznej kurtyny. Ale jadem ich propagandy oraz zaciekłymi atakami nigdy się nie wzruszył, i nie wywierało to na nim żadnego wrażenia. Nie mogli mu nigdy wybaczyć słów o „imperium zła” (Orlando na Florydzie, 8 marca, 1983 r.). We wściekłość i bezsilność wprowadził ich jego program SDI (inicjatywa obrony strategicznej, nazywana potocznie „wojną gwiezdną”), a w osłupienie wprawiały słowa, że „o wyniku walki toczącej się obecnie na świecie nie zadecydują ostatecznie bomby i rakiety, tylko próba woli i idei – próba duchowej nieugiętości: wartości, jakie wyznajemy, przekonań, które są nam drogie, ideałów, którymi jesteśmy oddani” (Westminster, 8 czerwca 1987 r.).

 

W Moskwie uznawano go za człowieka nieprzewidywalnego, po którym można się wszystkiego spodziewać. A on, nie bacząc na trudności, z typowym dla siebie poczuciem humoru i przenikliwością, żartował: „Jak poznać, że ktoś jest komunistą? I udzielił następującej odpowiedzi: Komunista to ktoś, kto czyta Marksa i  Lenina. A jak poznać, że ktoś jest antykomunistą? - pytał ponownie. To ktoś, kto rozumie Marksa i Lenina”.  

 

Jeśli, drogi Czytelniku, zapytasz o dalsze przykłady świadczące o humorze 40 prezydenta USA, to odpowiem jego własnymi słowami, skierowanymi kiedyś do dziennikarzy. „Zanim zacznę uchylać się od odpowiedzi na wasze pytania, złożę wstępne oświadczenie”. A oto ono:

Nie wszyscy ludzie znają się na żartach i potrafią je docenić. Poczucie humoru jest wielkim darem od Boga. Idzie zawsze w parze z mądrością, odwagą i optymizmem – pięknymi cechami człowieka. One były niezbędne, aby się spełnił „plan Reagana”, określony lapidarnie, w  rozmowie z kandydat na gubernatora New Jersey, Richardem Allenem. Przyszły prezydent powiedział: „Dick, mój plan wobec Związku Sowieckiego jest prosty, a wielu uzna go za prostacki: my wygrywamy, oni przegrywają”

 (styczeń, 1977 r.)          

 

Gdy w grudniu 1991 r., nad Kremlem, przestał powiewać czerwony sztandar z sierpem i młotem, a Gorbaczow ustąpił ze stanowiska prezydenta, to najpoważniejsi komentatorzy polityczni zaczęli się zastanawiać, czy R. Reagan kiedykolwiek żartował. Nie mogli uwierzyć, że słowa, zawarte w jego przemówieniu pożegnalnym, przybrały realny kształt: „Chcieliśmy zmienić naród, a zamiast tego zmieniliśmy świat”  (11 stycznia 1989 r.).