Pasjans na dwóch

 

Barbara Tschopp-Nowak

 

Od lewej: Barbara Miesch, Andrzej Sikorowski, Barbara Tschopp i Grzegorz Turnau        fot. Jerzy Miłosz

 

 

Jubileuszowy, 25 rok działalności Klubu Miłośników Żywego Słowa zakończył się kon­certem Barbórkowym 3 grudnia 2011r. w Cinema Odeon w Brugg. Wystąpili na nim Andrzej Sikorowski i Grzegorz Turnau. Każdy z obydwu znakomitych krakowskich artystów był już solo gościem Klubu. Na szczęście dla fanów ich twórczości, Panowie A.S. i G.T. popełnili wspólny program: „Pasjans na dwóch”, z którym razem do nas przyjechali. Zaprezentowali utwory wspólne i każdy z nich własne, przeplatając wspa­niałą muzykę anegdotami, nierzadko dotyczącymi dzielącej ich różnicy wieku niemal jednego pokolenia. Tytuł programu nawiązuje do piosenki A. Sikorowskiego, „Pasjans 1990“:

                                                  ...Tyle razy na łopatki wyłożeni

                                                  W nieudanych pasjansach

                                                  Z głębokimi impasami pogodzeni...

                                                  ...i my czekamy na lepsze dni

                                                  na złotą mannę z nieba

                                                  która po nocach wciąż się śni

                                                  i której tak nam potrzeba ...

 

Obecny nastrój panujący w artystycznym światku Krakowa, zilustrowany został „Mglistą piosenką o moim Krakowie”

                                                  ...Tu się nic nowego nie zdarzy

                                                  tu cię nic nowego nie spotka

                                                  dookoła znajome twarze

                                                  raz do roku najnowsza plotka...

 

Ale przecież czas przyniósł zmiany. I chociaż Andrzej Sikorowski sam o sobie mówi, że nie jest piwoszem kawy, to żal mu, że lokal SPATiFu zagospodarowano na solarium. Wprawdzie w wyniku pobytu w każdym z tych przybytków można uzyskać podobną barwę twarzy, ale nie da się już wyjść z lokalu na Rynek nad ranem, by podpierając się wzajemnie z kolegą, zaśpiewać pełnym głosem („Na całość”):

 

                                                  ...A jutro znów pójdziemy na całość

                                                  za to wszystko co się dawno nie udało...

                                                  ...miasto będzie patrzeć twarzą oniemiałą,

                                                  bo kto widział żeby z nocą się nie liczyć

                                                   na dwa glosy nagle śpiewać no ulicy

                                                  że w tym życiu to nam jakoś życia ciągle mało...

                                                  ...w błogi spokój otulą nas żony

                                                  i pozwolą zwyczajnie odpocząć

                                                  Bo jutro znów idziemy na całość...

 

A że „na całość” chadza ca­ły artystyczny światek Kra­kowa, dowiadujemy się z piosenki „Żal  za Piotrem S.” Sekwencja:

...Grzesiek szykuje wódkę i siada za fortepianem..

 

Jednoznacznie dotyczy pia­nisty na scenie. Gitarzysta i autor piosenki w jednej oso­bie  zastanawia się, jak gospodyni wieczoru - Basia Ahrens - potraktuje tekst. Czy spełnia on warunki  Klubu o prezentacji pięknego polskiego słowa w mistrzowskim wykonaniu? Właściwie artysta powinien zasiąść „przy fortepianie”... A jeśli bardziej odpowiadałoby prawdzie „Grze­siek wypija wódkę i leży pod fortepianem?”

 

Grzegorz Turnau rewanżuje się opowieścią o znajomści swego dziadka z ojcem Andrzeja Sikorowskiego. Obydwaj panowie pracowali w redakcji tego samego szacownego czasopisma, mieszkali nieopodal siebie, rozdzieleni jedynie ulicą Karmelicką. Andrzej jako pacholę z lubością wybijał piłką szyby w dzielnicy Turnaua... W czerwcu 1979 r. ojciec Grzegorza, dydaktyk matematyki na WSP, uzyskał zgodę i pożyczkę w Kasie Zapomogowo-Pożyczkowej na wykupienie z uczelni telewizora marki „Tosca Lux”. Pierwszy obejrzany obraz w telewizorze sparaliżował dziwną piosenką o pogodzie: „Kap, kap, płyną łzy; w łez fontannach ja i ty..” Następnie mistrz piosenki intymnej przedstawił publiczności swe „dywersyfikacje młodocianych inwestycji erotycznych”, z których najistotniejszą dla przyszłości artysty okazało się być zabieganie o względy dziewczyny, która lubiła Marka Grechutę. Razu pewnego udał się z nią młody Grzegorz  do Piwnicy Marka Grechuty w Hotelu pod Różą przy ul. Floriańskiej. Po spektaklu zainteresowanie dziewczyną minęło bez śladu na rzecz absolutnej fascynacji twórczością Grechuty.  Grzegorz Turnau odśpiewał jedną z mniej znanych, a rewelacyjną, piosenkę zmarłego przed pięciu laty Marka Grechuty „Historia pewnej podróży (W przeddzień Barbórki, TV Polonia  nadała  audycję „Wideoteka dorosłego człowieka” poświęconą Grechucie. Miałam szczęście usłyszeć tę piosenkę w oryginalnym wykonaniu, przyp. autorki)

 

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość przeplatały się w całym spektaklu sentymentalną nutką:

                                                  ...to nie tęsknota jest za komuną

                                                  to jest tęsknota za młodością...

                                                  ...bo nasza młodość odpłynęła z szarą Wisłą

                                                  i jakby krótsze się zrobiło słowo przyszłość..

 

Niektóre piosenki śpiewała wraz z artystami cała sala. Przyszedł jednak moment, w którym stwierdzili, że miłe wspomnienia z Krakowa i z dawnych lat snuć można wprawdzie dalej, ale trzeba ustrzec się przed ewentualnością, by „zanucić” nie przekształciło się w „zanudzić”.

 

Na zakończenie wspaniałego spotkania, „dwa Krakusy, Grzegorz T. i Andrzej S.” podpisywali swe płyty i odbyli długotrwałą sesję zdjęciową z licznymi wielbicielami z Klubu.