Do Czytelników NG słów kilka...

Skazałem Was – Drodzy Czytelnicy na cier­pliwość. NG nie ukazało się przez kilka mie­sięcy. Ale turbulencje mojej codzienności były zbyt duże by znaleźć choćby odrobinę siły by świadomie puścić numer do druku. Stąd to obecne wydanie podwójne. Znajdziecie w nim sporo materiałów dotyczących zarówno codzienności, jak i naszej wspaniałej historii, a przede wszystkich jej wybitnych postaci. Myślę, że to będzie b. dobra lektura na wakacyjne wieczory.

 

Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie są za nami. Na szczęście kasandryczne wypowiedzi osób nastawionych negatywnie do gos­podarzy mistrzostw, nie potwierdziły się, a wręcz odwrotnie – entu-zjastyczne relacje kibiców z całej Europy, podkreślały to z czego narody słowiańskie zawsze słynęły – gościnności i tolerancji. Wprawdzie były przypadki wykorzystania Mistrzostw dla drastycznego wzrostu cen usług – szczególnie noclegowych – co odbiło się na spadku ilości osób chętnych do skorzystania z tych usług, ale i to nie zepsuło ogólnego b. dobrego wrażenia. Jestem przekonany, iż w przyszłości, przełoży się to na zwiększoną liczbę turystów w Polsce.

  

 

Zapewne inna pozostanie ocena występu polskiej reprezentacji. Wydawało się, że tym razem los po-traktował nas wyjątkowo łaskawie przydzielając do najsłabszej grupy, ale po raz kolejny okazało się, że kilkoma zawodnikami europejskiej klasy nie damy rady ani Grekom, ani Rosjanom ani Czechom. Na osłodę pozostało wspomnienie przepięknej bramki Kuby Błaszczykowskiego. O większej klęsce – co stanowiło już sensację – można mówić w przypadku Holendrów. To były ich bodajże najczarniejsze mistrzostwa, z których wrócili do domu już po pierwszej rundzie. Ale chyba największym przegranym była reprezentacja Niemiec. Należeli – i to zasłużenie, obok Hiszpan – do faworytów. Ale trafił im się jeden jedyny słabszy i pechowy mecz – z Włochami, którym dla odmiany tego dnia wszystko wycho-dziło. Oglądając ten mecz, wydawało się, że oto oglądamy mityczną pracę Syzyfa. A prawdziwą war-tość reprezentacji Włoch dość brutalnie zweryfikowali Hiszpanie w finale.4:0, to największe lanie, jakie-go doznał finalista Mistrzostw w całej historii tych imprez.

 

I jeszcze o lecie w Pol­sce. Ulewne i gwałtowne burze połą­czone z gradobiciem, wylewy rzek i os­tatnio seria tornad niszczących wszystko na swej drodze. Siła natury ponad człowieka!

 

 

                                                                                                             Wasz Redaktor