Do Czytelników NG słów kilka...

Horror smoleński wydaje się nie mieć końca. Wrak samolotu nadal niszczeje w Rosji, oryginały czarnych skrzynek są dla polskich specjalistów poza zasięgiem, a wiarygodność protokołów, jakie otrzymujemy, ma zdaje się tyle wspólnego z wiarygodnością, co z rzeczywistością baśnie Andersena. Nic dziwnego, że możemy spodziewać się kolejnych ekshumacji ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.

 Nie tak dawno okazało się, że rodzina Anny Walentynowicz, w grobie pochowała kogoś innego niż tę legendarną bohaterkę „Solidarności”, teraz społeczeństwo i rodzina Ryszarda Kaczorowskiego została skonfrontowana z faktem, że ostatni prezydent RP na Ucho­dźstwie nie leży w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, gdzie powinien spoczywać, ale na innym cmentarzu – pod innym nazwiskiem.

 

Ale to nie koniec. Po klątwach Tutenhamona i Kazimierza Jagiellończyka, szykuje się nam chyba następna – smoleńska. Otóż na samobójstwo nagle „zdecydował się” Remigiusz M. technik pokładowy Jaka-40, który wylądował na smoleńskim lotnisku, godzinę przed kata strofą Tu-154M. Chorąży był bardzo waż­nym świadkiem w śledztwie smoleńskim, a fakty przez niego podawane przeczyły oficjalnym ustaleniom. Twierdził bowiem, że już po wylądowaniu Jaka-40, pozostając w kabinie, słyszał przez radio rozmowę między załogą Tu-154M i kontrolerem i słyszał wyraźnie, że kontroler miał zezwolić na zejście do "wysokości decyzji" 50 m, na której załoga miała zdecydować, czy wyląduje. Według M. również załoga Jak-a dostała zgodę na zejście do 50 m. Na jego pokładzie było kilkunastu dziennikarzy mających relacjonować uroczystości rocznicowe w Katyniu.

 

Prokura poinformowała, że zwłoki 42-letniego Remigiusza M. odnalazła w sobotę ok. 23.30 jego żona w piwnicy w bloku w Piasecznie, w którym mieszkali. Oczywiście według prokuratury – to samobójstwo.

 

Przez Polskę w ogóle przewala się epide­mia samobójcza. Powiesił się Andrzej Lepper – twórca „Samoobrony”, powywieszali się skazani wykonawcy porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika – pomimo monitorowania ich cel. I karawana toczy się dalej.

 

I kiedy słucham i widzę ten cały burdel związany z zamazywaniem śladów tragedii smoleńskiej, do którego przyczynia się pośrednio partia rządząca pozostając od początku na smyczy rosyjskiej to widzę katastrofę w Gibraltarze – gdzie pilot po posadzeniu maszyny na wodzie opuścił samolot, a gen. Sikorski i jego ludzie zginęli. To też był nieszczęśliwy wypadek…

 

                                                                                                               Wasz Redaktor