Ś.P. o. Stanisław Stańczyk

8.09.1954 – 8.10.2012

Z żałobnej karty

 

Urodził się 8 września 1954 r. w Szynwałdzie, diecezja tarnowska. Syn Józefa i Zofii z d. Czarnik. Rodzice mieli siedmioro dzieci: 4 córki i 3 synów. Dzieci otrzymały religijne wychowanie. Ród Stańczyków może szczycić się licznymi powołaniami kapłańskimi i zakonnymi. Brat dziadka o. Stanisława, ks. Antoni Stańczyk zmarł w 1943 r. jako pro­boszcz w Chorzelowie, dwóch stryjów wstąpiło do redemptorystów, a siostra do felicja­nek.

 

Do szkoły podstawowej uczęszczał w Szynwałdzie, a następnie do III Liceum w Tarnowie. Przez lata nauki w liceum mieszkał w internacie. Był lubiany przez koleżanki i kolegów – zawsze był wesoły. Koledzy wspominają, że gdy czasami jechał autobusem, siadał na tylnym siedzeniu i cały czas bawił towarzystwo opowiadając kawały. Było dużo śmiechu. Mó wiono, że jedzie „wesoły autobus”.

Po zdaniu matury, w 1973 r. wstępuje do redemptorystów. Nie wiemy, kiedy powziął tę decyzję, bo otwarcie nigdy o tym nie mówił. Dyrektor liceum – należący do partii komunistycznej – chyba coś przeczuwał i nie uprzyjemniał my życia. Dla członka partii był to dyshonor, że uczeń z jego szkoły idzie do seminarium. Staszek był zdolnym uczniem, więc dawał sobie radę. Żeby zmylić przeciwnika złożył papiery do seminarium, oficjalnie także na świecką uczelnię, żeby po maturze nie wzięto go do wojska.

 

Nowicjat odbywał w Łomnicy pod magistrem o. Kazimierzem Smoleniem – także pochodzącym z Szynwałdu. 15 VIII 1974 r. składa śluby zakonne i rozpoczyna studia filozoficzno-teologiczne w Tuchowie. Był bardzo zdolnym i bystrym klerykiem.

 

Wsławił się w Wielką Sobotę 1976 r. Klerycy jak zawsze adorowali przy Bożym Grobie. O godz. 11.00, adorował student II roku filozofii br. Stańczyk. Boży Grób miał bogatą dekorację z tiulu, która od świecy zapaliła się i nagle Boży Grób stanął w pło­mieniach. Obecni w kościele potracili głowy, nie stracił jej br. Stanisław. Podbiegł do ołtarza, zdjął monstrancję stawiając ją na bocznym ołtarzu, uruchomił gaśnice i pożar ugasił…

 

5 VI 1980 r. przyjmuje święcenia kapłańskie z rąk ks. bpa J. Ablewicza i zostaje skierowany do Gliwic w charakterze katechety. Trafił na ciężkie warunki bytowe, klasztor po pożarze, ojcowie mieszkali u ludzi. W 1981 r. zostaje przeniesiony do Głogowa. Jako katecheta dobrze sobie radził z młodzieżą. Uczył trudne klasy VIII. Ujął młodzież podejściem. Na lekcjach wyświetlał przeźrocza i przy ich pomocy przerabiał temat. Młodzież przychodziła w komplecie i nie rozrabiała. W Głogowie zbudował też szopkę elektroniczną, która zrobiła furorę, ale po jego wyjeździe na studia nie umiano jej naprawić i została rozebrana. Ostatnio myślał o zbudowaniu w Tuchowie dużej szopki elektronicznej, ale nie zdążył…

 

Praca wśród młodzieży bardzo go satysfakcjonowała, ale przełożeni biorąc pod uwagę jego zdolności wysłali go na studia z dogmatyki do Insbrucka – gdzie w 1989 r. obronił pracę doktorską na temat: KONZEPTIONEN DER HÖLLE IN DER KATHOLISCHEN THEOLOGIE IM 20. JAHRHUNDRET IM DEUTSCHEN SPRACHRAUM.

 

Po studiach wraca do Tuchowa i podejmuje w Seminarium wykłady z dogmatyki. Miał swoją metodę. Wykład rozpoczynał od nowości ze świata religii, nauki i kultury. Gdy ukazała się jakaś dobra książka, kupował ją i robił losowanie wśród słuchaczy. W ten sposób motywował kleryków do czytania. Na wykłady przychodził przygotowany, z projektorem i slajdami ilustrującymi dany temat. Gdy dzień był senny, urozmaicał wykłady żartem. Przed zbliżającą się sesją egzaminacyjną tłumaczył, jak należy czytać słowo SESJA – „System Eliminacji Studenta Jest Aktywny” – sam z tej aktywnej eliminacji mało korzystał – mało oblewał. Jako wykładowca posiadał rozległą wiedzę, ale się z tym nie obnosił. Potrafił łączyć teologię, rzeczywistość i osiągnięcia nauk. Znał bardzo dobrze język angielski, niemiecki i łacinę, więc miał dostęp do światowej literatury z interesujących go dziedzin.

Był też dobrym kaznodzieją. Jego kazania były ciekawe, treściwe i zrozumiała. Oprócz homilii niedzielnych dużo wygłaszał krótkich przemówień na Mszach wieczornych, które odprawiał. Bardzo dostojnie celebrował Eucharystię.

 

Mimo wielu zajęć, w Wielkim Poście podejmował się wygłosić serię rekolekcji parafialnych. Ostatnie rekolekcje wygłosił w Kowalowej. Tak ks. proboszcz jak i parafianie byli zadowoleni. Tam też celebrował potem odpustową sumę i głosił kazanie ku czci Niepokalanego Serca NMP.

 

O. Stanisław był człowiekiem bardzo pracowitym, o szerokich horyzontach myślowych. Oprócz zgłębiania wiedzy teologicznej, interesował się na bieżąco osiągnięciami nauk w dziedzinie przyrody, fizyki, chemii oraz najnowszymi osiągnięciami techniki. Stąd jego zainteresowania już od lat szkolnych fotografiką, potem elektroniką oraz techniką drukarską. Praktycznie te zainteresowania realizował zakładając Małą Poligrafię. Zapalił się do tego dzieła jeszcze będąc na studiach w Innsbrucku, podglądając pracę w drukarni redemptorystów. W 1989 r. wydrukował pierwszą książkę. Zachęcony sukcesem i zamówieniami, po trudnych początkach lokalowych, w 1999 r. wybudował obecny, obszerny budynek, w którym w lutym 2000 r. rozpoczął działalność. Po drodze musiał pokonywać wiele trudności finansowych i administracyjnych, ale dzięki zdecydowanej postawie zdołał wszystko przezwyciężyć. Należy zaznaczyć, że dużą pomoc otrzymał od swoich przyjaciół z zagranicy.

 

W drukarni był nie tylko dyrektorem, ale jak zachodziła potrzeba – pracownikiem. Sam często usuwał awarie maszyn.

 

W ostatnich tygodniach pojawiły się u niego problemy zdrowotne, ale uważał, że nie są na tyle groźne, by podjąć leczenie szpitalne. Zmarł nagle we śnie w nocy 8/9 października 2012 r. w Tuchowie.

 

Pogrzeb śp. o. Stanisława Stańczyka odbył się 12 października 2012 r. w Bazylice Matki Bożej Tuchowskiej w Tuchowie. Mszę św. koncelebrował abp Stanisław Budzik. Trumnę z ciałem  złożono na cmentarzu w Tuchowie w grobowcu oo. Redemptorystów.

 

O. Stanisław Stańczyk przeżył 58 lat, 39 w Zgromadzeniu, 32 w kapłaństwie.

 

Post Scriptum

 

Współpracę z O. Stanisławem i Jego drukarnią rozpoczęliśmy niedługo jak przejąłem prowadzenie NG, czyli prawie przed 15-tu latami. Myślę, że był pracoholikiem, ciągle pochłoniętym rozwo­jem i dobrym funkcjonowaniem tejże drukarni. A jednocześnie był niesamowitym i przeuroczym gawędziarzem, o czym przekonaliśmy się z małżonką w trakcie kilku pobytów w Tuchowie. W Jego obecności  c z a s  nabierał innego znaczenia.

 

Często wyjeżdżał służbowo do Niemiec i Austrii i równie często zapraszałem Go do nas do Szwajcarii. Zawsze odpowiadał, że na razie nie ma czasu, ale kiedyś… tego kiedyś już nie będzie...

 

Chcieliśmy Go odwiedzić w tym roku, ale tym rokiem zawładnął bóg śmierci Thanatos, więc zamiast wędrówki po poletku życia, odprowadzaliśmy najbliższych po cmentarzach. W najgorszych myślach, nie sądziłem, że zabierze i Jego. 

 

O. Stanisława ceniłem i cenić będę nadal przeogromnie. Nie tyle jako zakonnika, choć jako zakonnik miał w sobie tę dobrą i zdrową moc czynu i działania, to pragnienie tworzenia, ale jako człowieka. Miał w sobie tę umiejętność postrzegania człowieka przez pryzmat dobra, traktowanie jego istoty, jako wyraz tego miłosiernego posłannictwa. Był i pozostanie postacią godną ludzkiej pamięci!!!

 

                                                                                         Tadeusz M. Kilarski