Ś.P. o. Stanisław Stańczyk
Z żałobnej karty
|
Urodził się 8 września 1954 r. w Szynwałdzie, diecezja tarnowska. Syn
Józefa i Zofii z d. Czarnik. Rodzice mieli siedmioro dzieci: 4 córki i 3
synów. Dzieci otrzymały religijne wychowanie. Ród Stańczyków może
szczycić się licznymi powołaniami kapłańskimi i zakonnymi. Brat dziadka
o. Stanisława, ks. Antoni Stańczyk zmarł w 1943 r. jako proboszcz w
Chorzelowie, dwóch stryjów wstąpiło do redemptorystów, a siostra do
felicjanek.
Do szkoły podstawowej uczęszczał w Szynwałdzie, a następnie do III
Liceum w Tarnowie. Przez lata nauki w liceum mieszkał w internacie. Był
lubiany przez koleżanki i kolegów – zawsze był wesoły. Koledzy
wspominają, że gdy czasami jechał autobusem, siadał na tylnym siedzeniu
i cały czas bawił towarzystwo opowiadając kawały. Było dużo śmiechu. Mó
wiono, że jedzie „wesoły autobus”. |
|
|
Po zdaniu matury, w 1973 r. wstępuje do redemptorystów. Nie wiemy, kiedy
powziął tę decyzję, bo otwarcie nigdy o tym nie mówił. Dyrektor liceum –
należący do partii komunistycznej – chyba coś przeczuwał i nie
uprzyjemniał my życia. Dla członka partii był to dyshonor, że uczeń z
jego szkoły idzie do seminarium. Staszek był zdolnym uczniem, więc dawał
sobie radę. Żeby zmylić przeciwnika złożył papiery do seminarium,
oficjalnie także na świecką uczelnię, żeby po maturze nie wzięto go do
wojska.
Nowicjat odbywał w Łomnicy pod magistrem o. Kazimierzem Smoleniem –
także pochodzącym z Szynwałdu. 15 VIII 1974 r. składa śluby zakonne i
rozpoczyna studia filozoficzno-teologiczne w Tuchowie. Był bardzo
zdolnym i bystrym klerykiem.
Wsławił się w Wielką Sobotę 1976 r. Klerycy jak zawsze adorowali przy
Bożym Grobie. O godz. 11.00, adorował student II roku filozofii br.
Stańczyk. Boży Grób miał bogatą dekorację z tiulu, która od świecy
zapaliła się i nagle Boży Grób stanął w płomieniach. Obecni w kościele
potracili głowy, nie stracił jej br. Stanisław. Podbiegł do ołtarza,
zdjął monstrancję stawiając ją na bocznym ołtarzu, uruchomił gaśnice i
pożar ugasił…
5 VI 1980 r. przyjmuje święcenia kapłańskie z rąk ks. bpa J. Ablewicza i
zostaje skierowany do Gliwic w charakterze katechety. Trafił na ciężkie
warunki bytowe, klasztor po pożarze, ojcowie mieszkali u ludzi. W 1981
r. zostaje przeniesiony do Głogowa. Jako katecheta dobrze sobie radził z
młodzieżą. Uczył trudne klasy VIII. Ujął młodzież podejściem. Na
lekcjach wyświetlał przeźrocza i przy ich pomocy przerabiał temat.
Młodzież przychodziła w komplecie i nie rozrabiała. W Głogowie zbudował
też szopkę elektroniczną, która zrobiła furorę, ale po jego wyjeździe na
studia nie umiano jej naprawić i została rozebrana. Ostatnio myślał o
zbudowaniu w Tuchowie dużej szopki elektronicznej, ale nie zdążył…
Praca wśród młodzieży bardzo go satysfakcjonowała, ale przełożeni biorąc
pod uwagę jego zdolności wysłali go na studia z dogmatyki do Insbrucka –
gdzie w 1989 r. obronił pracę doktorską na temat: KONZEPTIONEN DER HÖLLE
IN DER KATHOLISCHEN THEOLOGIE IM 20. JAHRHUNDRET IM DEUTSCHEN
SPRACHRAUM.
Po studiach wraca do Tuchowa i podejmuje w Seminarium wykłady z
dogmatyki. Miał swoją metodę. Wykład rozpoczynał od nowości ze świata
religii, nauki i kultury. Gdy ukazała się jakaś dobra książka, kupował
ją i robił losowanie wśród słuchaczy. W ten sposób motywował kleryków do
czytania. Na wykłady przychodził przygotowany, z projektorem i slajdami
ilustrującymi dany temat. Gdy dzień był senny, urozmaicał wykłady
żartem. Przed zbliżającą się sesją egzaminacyjną tłumaczył, jak należy
czytać słowo SESJA – „System Eliminacji Studenta Jest Aktywny” – sam z
tej aktywnej eliminacji mało korzystał – mało oblewał. Jako wykładowca
posiadał rozległą wiedzę, ale się z tym nie obnosił. Potrafił łączyć
teologię, rzeczywistość i osiągnięcia nauk. Znał bardzo dobrze język
angielski, niemiecki i łacinę, więc miał dostęp do światowej literatury
z interesujących go dziedzin.
Był też dobrym kaznodzieją. Jego kazania były ciekawe, treściwe i
zrozumiała. Oprócz homilii niedzielnych dużo wygłaszał krótkich
przemówień na Mszach wieczornych, które odprawiał. Bardzo dostojnie
celebrował Eucharystię.
Mimo wielu zajęć, w Wielkim Poście podejmował się wygłosić serię
rekolekcji parafialnych. Ostatnie rekolekcje wygłosił w Kowalowej. Tak
ks. proboszcz jak i parafianie byli zadowoleni. Tam też celebrował potem
odpustową sumę i głosił kazanie ku czci Niepokalanego Serca NMP.
O. Stanisław był człowiekiem bardzo pracowitym, o szerokich horyzontach
myślowych. Oprócz zgłębiania wiedzy teologicznej, interesował się na
bieżąco osiągnięciami nauk w dziedzinie przyrody, fizyki, chemii oraz
najnowszymi osiągnięciami techniki. Stąd jego zainteresowania już od lat
szkolnych fotografiką, potem elektroniką oraz techniką drukarską.
Praktycznie te zainteresowania realizował zakładając Małą Poligrafię.
Zapalił się do tego dzieła jeszcze będąc na studiach w Innsbrucku,
podglądając pracę w drukarni redemptorystów. W 1989 r. wydrukował
pierwszą książkę. Zachęcony sukcesem i zamówieniami, po trudnych
początkach lokalowych, w 1999 r. wybudował obecny, obszerny budynek, w
którym w lutym 2000 r. rozpoczął działalność. Po drodze musiał pokonywać
wiele trudności finansowych i administracyjnych, ale dzięki zdecydowanej
postawie zdołał wszystko przezwyciężyć. Należy zaznaczyć, że dużą pomoc
otrzymał od swoich przyjaciół z zagranicy.
W drukarni był nie tylko dyrektorem, ale jak zachodziła potrzeba –
pracownikiem. Sam często usuwał awarie maszyn.
W ostatnich tygodniach pojawiły się u niego problemy zdrowotne, ale
uważał, że nie są na tyle groźne, by podjąć leczenie szpitalne. Zmarł
nagle we śnie w nocy 8/9 października 2012 r. w Tuchowie.
Pogrzeb śp. o. Stanisława Stańczyka odbył się 12 października 2012 r. w
Bazylice Matki Bożej Tuchowskiej w Tuchowie. Mszę św. koncelebrował abp
Stanisław Budzik. Trumnę z ciałem
złożono na cmentarzu w Tuchowie w grobowcu oo. Redemptorystów.
O. Stanisław Stańczyk przeżył 58 lat, 39 w Zgromadzeniu, 32 w
kapłaństwie.
Post Scriptum Współpracę z O. Stanisławem i
Jego drukarnią rozpoczęliśmy niedługo jak przejąłem prowadzenie NG,
czyli prawie przed 15-tu latami. Myślę, że był pracoholikiem, ciągle
pochłoniętym rozwojem i dobrym funkcjonowaniem tejże drukarni. A
jednocześnie był niesamowitym i przeuroczym gawędziarzem, o czym
przekonaliśmy się z małżonką w trakcie kilku pobytów w Tuchowie. W Jego
obecności
c z a s
nabierał innego znaczenia. Często wyjeżdżał służbowo do
Niemiec i Austrii i równie często zapraszałem Go do nas do Szwajcarii.
Zawsze odpowiadał, że na razie nie ma czasu, ale kiedyś… tego kiedyś już
nie będzie... Chcieliśmy Go odwiedzić w tym
roku, ale tym rokiem zawładnął bóg śmierci Thanatos, więc zamiast
wędrówki po poletku życia, odprowadzaliśmy najbliższych po cmentarzach.
W najgorszych myślach, nie sądziłem, że zabierze i Jego.
O. Stanisława ceniłem i cenić
będę nadal przeogromnie. Nie tyle jako zakonnika, choć jako zakonnik
miał w sobie tę dobrą i zdrową moc czynu i działania, to pragnienie
tworzenia, ale jako człowieka. Miał w sobie tę umiejętność postrzegania
człowieka przez pryzmat dobra, traktowanie jego istoty, jako wyraz tego
miłosiernego posłannictwa. Był i pozostanie postacią godną ludzkiej
pamięci!!!
Tadeusz M. Kilarski |