Ś.P. Zygmunt Rożek

17.09.1924 – 9.09.2012

Z żałobnej karty

Jakże niezabliźniające rany w duszy i w pamięci pozostawił w tym roku Thanatos. Powrócił w mój, nasz świat rodzinny zabierając ze sobą jego cząstkę, znaczną cząstkę. Jeszcze dobrze nie wróciliśmy z małżonką do siebie po odejściu mojej Mamy, a bóg śmierci uderzył ponownie –      9 września odszedł Ojciec Elżbiety…..

 

To był mocny i hardy charakter, jeden z tych co głowy – gdy ciężko - nie schylają. Gdy w czerwcowe popołudnie wyszliśmy w Warszawie z windy bloku gdzie mieszkał – stał na klatce schodowej i cicho do mnie szepnął – czekałem na ciebie

- Chcesz się już żegnać? – zapytałem, gdy zostaliśmy sami w pokoju…

Spojrzał na mnie i odparł głosem bez emocji – zmęczony jestem

 

Miał prawo być zmęczonym. 88 długich lat. Skromne ale i pełne młodzieńczej fantazji dzieciństwo, okupacja, praca w Niemczech, nieudana ucieczka do Polski i wywózka do obozu pod Berlinem. I ten powrót do kraju będąc na pograniczu śmierci głodowej. To wtedy przyrzeka sobie, że jeśli przeżyje – nigdy nie będzie oszczędzał na jedzeniu. Przyrzeczenia dotrzymał….

 

To spotkanie, to nasze spotkanie, które okazało się ostatnim, przewija się teraz po zwojach pamięci niczym film z wkomponowanymi obrazami spotkań poprzednich.

 

Nie było lekko. Zrujnowana Warszawa odbudowywała się, ale do normalności było jeszcze daleko, prymitywne warunki mieszkaniowe, mała powierzchnia lokali, to wszystko nie ułatwiało życia. Pracował dużo i ciężko.  W MZK – w firmie, z którą związał się do końca swojej pracy zawodowej był specjalistą obsługi sprzętu ciężkiego. A takich ludzi brakowało. Więc częstokroć ciągnął nadgodziny.

 

W prowadzeniu domu niewiele pomagałem Jasi – stwierdził kiedyś w naszej rozmowie. Jak się ma dwóch chłopaków i córkę to trzeba ich nakarmić, ubrać, wykształcić.  Ubrał i wykształcił. Z dumą patrzył na ich dyplomy ukończenia studiów wyższych. Karmiła Mama, prowadząc wspaniałą kuchnię, dbając o czystość i porządek. Spędzili ze sobą długie 64 lata…

 

Wypadki losowe wzmocnione też turbulencjami w Polsce komunistycznej, spowodowały, że średni syn Jerzy i najmłodsza Elżbieta znaleźli się na emigracji. Najstarszy syn pozostał w Warszawie, co miało ten zbawczy skutek, że gdy po latach jego siły zabrała choroba, Ryszard z poświęceniem służył i jemu i Matce swą pomocą.

 

Miał możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę, co uczynił i decyzji tej nigdy nie żałował. Dzięki temu wraz małżonką mogli wielokrotnie przebywać u swoich dzieci w Szwajcarii, mogli zwiedzić nie tylko ten piękny kraj, ale i jego kraje sąsiednie.

 

I potrafił zaskakiwać, również wtedy, gdy 4 lata temu zapytałem Go przez telefon czy przyjedzie na moje odznaczenie i 1 rocznicę urodzin prawnuczki Valerie. Przyleciał, niestety bez małżonki chorującej na kolana. Ale Spędziliśmy z Nim wspaniały czas…

 

I gdy Jego trumna znikała w czeluściach rodzinnego grobowca, grobowca, w którym spoczywają już dziadek i ukochana babcia Elżbiety żegnałem Go w milczeniu -

Wypełniłeś swoje życie pracą i oddaniem dla rodziny. Poszedłeś przed oblicze Stwórcy w pojednaniu z Nim. Niech dobry Bóg przyjmie Cię do swego królestwa pozwalając na zasłużony odpoczynek.

SPOCZYWAJ W POKOJU!!!

                                                                                                 tmk