|
|
![]() |
Mija
rok. Już grudzień i kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego w
Polsce. Przypuszczalnie pod willą Wojciecha Jaruzelskiego w Warszawie
zbierze się - jak co roku - grupa demonstrantów. Zaprotestują
przeciwko jego czynom, zbrodniczemu systemowi i ideologii, której
gorliwie i bezgranicznie służył. Przewodniczący
Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która w nocy z 12 na 13 grudnia
1981 r., sama się powołała, ciągle próbuje nas zaskoczyć argumentami
usprawiedliwiającymi swoje działanie. Wydaje liczne książki i
udziela różnych wypowiedzi. Jedna z nich szczególnie przykuwa moją
uwagę. Jeśli przywróci się cześć, honor i uniewinni Kuklińskiego
- to znaczy, że to my nie mamy czci, honoru - i że to my jesteśmy
winni.
Pozwolę sobie przypomnieć, że pułkownik Ryszard Kukliński, był oficerem sztabowym Wojska Polskiego. Znał plany strategiczne wojsk Układu Warszawskiego, według których przygotowywano ofensywę na Europę zachodnią. Miejscem głównego uderzenia broni atomowej miało być terytorium Polski. Kraj nasz pokryłby atomowy pył, zostalibyśmy napromieniowaną pustynią. I to za wiedzą, akceptacją i przy aktywnym współudziale peerelowskiego generała, który tak chętnie w ostatnich latach odwołuje się do swojego szlacheckiego pochodzenia. A przy tym nie zawsze wspomina, że w roku 1982 r. został nominowany przez prof. A. Schaffa do pokojowej nagrody Nobla! |
|
Płk. Kukliński, współpracując z Amerykanami, przekazał im plany ataku wraz z najbardziej strzeżonymi tajemnicami całego Układu Warszawskiego, w tym również dotyczącymi przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. W obliczu dekonspiracji, w listopadzie 1981 r., z żoną i dwoma synami, został ewakuowany do USA. W maju 1984 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał go na tajnym posiedzeniu na karę śmierci. Dopiero w 1995 r., po wielu zawiłych wybiegach, wyrok uchylono i przywrócono mu stopień pułkownika. Jednak sprawa nie została całkowicie zamknięta i skierowano ją ponownie do prokuratury wojskowej. W dwa lata później śledztwo zostało umorzone (działał w stanie wyższej konieczności). Nie byłoby to możliwe bez zdecydowanych kroków ze strony amerykańskiej.
Pułkownik R. Kukliński zmarł 11 lutego 2004 r. w Ameryce; 19 czerwca 2004 r. jego prochy spoczęły w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. (Najpełniej o jego losach i zmaganiach mówi praca J. Szaniawskiego, Samotna misja. Pułkownik Kukliński i zimna wojna.) Swoją
decyzje przypłacił życiem w nieustannym napięciu, stresie, a
na emigracji ciągłym zagrożeniu przed uprowadzeniem przez rosyjskie i
polskie służby specjalne. Gdy to się nie udało, próbowano go
zamordować. Do tego doszedł ból po utracie ukochanych synów. Zginęli
w Stanach Zjednoczonych, w tajemniczych i do dzisiaj niewyjaśnionych
okolicznościach, wskazujących na nieznanych sprawców. |
![]() |
|
Jeśli
drogi Czytelniku będziesz kiedykolwiek w Stolicy, to zachęcam gorąco do
odwiedzin ważnego miejsca. Utworzono je w roku 2006, na warszawskiej Starówce, przy ul.
Kanonii 20/22 (tył katedry św. Jana Chrzciciela).
Ciągle jest solą w oku dla wielu. To Izba Pamięci poświęcona płk
Ryszardowi Kuklińskiemu - żołnierzowi tułaczowi - który przyczynił
się do oddalenia od Polski widma hekatomby atomowej, a w sposób szczególny
do uratowania pokoju i obalenia imperium zła. Emil Mastej |