Polskie losy w Montbovon - literacko

Wiesław Piechocki




Polscy żołnierze internowani – rekolekcje w Dussnang / TG (ze zb. Prof. Zb. Pląskowskiego)


We wrześniu 2015 ukazała się nakładem „Editions de l’Aire” w Vevey niezbyt gruba książka w języku francuskim pod tytułem „Montbovon”. Montbovon jest małą mieściną w rejonie Gruyère, zagubionej między górami, zacisznym punktem na kolejowej trasie MOB, czyli „Montreux – Berner Oberland”. Dzisiaj mieszka tu 300 osób, czyli jeszcze większa prowincjonalność musiała panować w latach ostatniej wojny (1939-45), kiedy żyli tu polscy żołnierze i oficerowie jako internowani!

Losy paru takich Polaków, rzuconych przez wojenne losy z Francji do Szwajcarii, są właśnie materią tej niewielkiej literackiej opowieści, stworzonej przez szwajcarskiego dziennikarza i pisarza Christiana Campiche. Autor urodził się w 1948 roku w Buda­peszcie. Domyślam się, iż należy „genetycznie” do fali uchodźców węgierskich, którzy opuścili swą ojczyznę w 1956 roku z rodzicami z powodu komunistycznej agresji Związku Radzieckiego i brutalnego wkroczenia Armii Czerwonej na Węgry. Przy lektu­rze tej powieści przypominało mi się ciągle przysłowie „Polak Węgier dwa bratanki”. Rozumiem, że tekst jest swoistym hołdem literackim dla 12 tysięcy mężczyzn z Polski, którzy nagle zostali internowani w Szwajcarii. Stało się to 20 czerwca 1940 roku, dzięki układowi polskiego generała Prugar-Ketlinga z szefem armii helweckiej, generałem Henri Guisan.

Ta powieść ma dwu głównych bohaterów. Jest to „Regent”, narrator, cały czas opo­wiadający o losach Polaków komuś, kto nazywa się „Grosz” – tyle że on już nie żyje. Monolog skierowany do zmarłego przyjaciela. Sama konstrukcja oparta jest na pa­miętniku Grosza, znalezionym przez Regenta. Pamiętnik jest dość dokładny, ukazując cały wachlarz problemów, stojących przed internowanymi Polakami. Są tu opisy przy­ziemnych, prozaicznych scen, jak bójki między żołnierzami, epizody pracy i wolnego czasu, gry w karty, miłostek z młodymi Szwajcarkami, których mężowie czy narzeczeni byli w szwajcarskich koszarach i punktach obrony. Wszak helweckim narodowym refrenem w trakcie owych lat było pytanie: „Czy, gdzie i kiedy Hitler zaatakuje naszą szwajcarską ojczyznę?”

Jest tu mnóstwo odnośników do autentycznych osób i realiów, symbolizujących tamte

czasy: gen. Władysław Sikorski, białe orły na beretach, konwencja haska, polski rząd w Londynie, żołd wynoszący 1,5 franka dziennie, inne obozy (Büren an der Aare, Gér­ignoz, Rougemont), antysemityzm w Szwajcarii, Pearl Harbour, układ Sikorski-Stalin, wybuch wojny między nazistowskimi Niemcami a Związkiem Sowieckim, głębokość katolickiej wiary u internowanych Polaków, cała infrastruktura doliny Intyamon, której centrum to właśnie Montbovon, zdziwienie, że Szwajcarki nie miały wtedy prawa głosu w wyborach politycznych, zniszczenie Warszawy w 1945. To tylko fragmenty tej listy, którą należy akceptować umownie - autor nie musiał ściśle trzymać się obiektywnej prawdy historycznej. Jego dzieło to wszak twór literacki. Pewne sprawy uwypuklił, inne opowiedział, nie wchodząc psychologicznie in medias res, a jeszcze inne dyploma­tycznie przemilczał.

Niewątpliwie najdramatyczniejszym zagadnieniem dla Polaków była kwestia powrotu do Polski, opanowanej przez reżim komunistyczny o proweniencji sowieckiej. Interno­wani przestali nimi być w maju 1945 i władze szwajcarskie dawały jasno do zrozumie­nia, iż Polacy muszą opuścić dotychczas gościnną ziemię Helwetów. Dokąd? To już był problem samych Polaków a nie władz alpejskiego kraju. Polacy zatem opuszczali Szwajcarię, udając się raczej do innych krajów niż do komunistycznej Polski. Ta Pol­ska nie była ich Polską. Należało dokonać wyboru. Ożenek ze Szwajcarką nie ułatwiał skomplikowanego losu. Szwajcarka traciła automatycznie swe obywatelstwo helweckie a Polak je nie uzyskiwał. Na horyzoncie ukazywały się dramatyczne decyzje. Bohater tekstu po pokonaniu bariery strachu wraca do Warszawy, ale poprzez dyskretnie prze­kazywane na Zachód listy daje do zrozumienia, iż jednak wolałby wrócić do neutralnej Szwajcarii.

Bardzo epicko potraktowaną opowieść okrasza autor paroma dramatycznymi scenami. Mam na myśli treść opowiedzianą linearnie wedle pamiętnika pozostawionego przez Grosza, a przerwaną właśnie wypadkami w Montbovon w obozie internowanych. Chri­stian Campiche (ile w tym fikcji literackiej?) opisuje epizod magazynowania sztab zło­ta, przywożonego koleją w zaplombowanych wagonach. W miejscowości zaczynają krążyć Niemcy z „Reichsbank”! Rozmowy ze szwajcarskim „Banque des règlements internationaux” prowadzi Dr Puhl, bankowiec z Frankfurtu. Nie brakowało również emisariuszy rządu USA. Trwały potajemne rozmowy, pokrętne negocjacje. O nich dowiaduje się trochę Grosz, gdyż jest poliglotą i zostaje zatrudniony przy rozmowach jako tłumacz.

Tych machinacji nie może znieść Brolek (nie „Bolek”!), polski Żyd w obozie. Jest tak przepełniony nienawiścią do Niemców, że widząc pewnego dnia ponownie doktora Puhla... Nie, nie opowiemy końca tej sceny! Zapraszamy do lektury tego tekstu, napi­sanego niebywale wykwintną francuszczyzną, opowiadającego w dramatyczne losy Polaków w kilku obozach, nie tylko w Montbovon. Autor wprowadza nutę filozoficzną od czasu do czasu, dodając sentencje, na przykład „On encense les morts et l’on bro­carde les vivants”, czyli „Okadza się zmarłych a kpi się z żyjących”, albo „Dans sa quête du Graal, le Polonais vit éternellement sur un nuage de mélancolie”, czyli „W poszukiwaniu św. Graala, Polacy wiecznie żyją w obłokach melancholii” lub „Quand on est heureux, quelques heures suffisent à créer l’éternité”, a zatem „Gdy jest się szczę­śliwym, wystarcza kilka godzin, aby stworzyć wieczność”.

Potencjalni czytelnicy znajdą tu wiele danych do wciąż fascynującego tematu interno­wania Polaków w Szwajcarii oraz zapewne ulegną czarowi literackiej formy.


Wiesław Piechocki