XVII-te ŚWIATOWE 

FORUM MEDIÓW POLONIJNYCH.

 

Anna Zymon-Stankiewicz

 

Inauguracja odbyła się jak zwykle w Tarnowie, dnia 8 września 2009 r. w obecności przedstawicieli Senatu R.P. rządu oraz władz samorządowych. Otwarcia dokonał V-Marszałek Senatu p. Stanisław Piotrowicz. Przeddzień odbyło się sympatyczne, “rodzinne“ spotkanie 150-osobowej braci dziennikarskiej z organizatorami reprezentowanymi przez Prezesa p. Stanisława Lisa oraz dwie V-Prezeski p. Małgorzatę Sajdak i p. Jolantę Kwiek. Na to spotkanie przybył również Prezydent Tarnowa p. Ryszard Ścigała.

 

Potem wyjazd do Smęgorzowa. Witał nas w budynku miejscowej szkoły burmistrz Dąbrowy Tarnowskiej p. Stanisław Początek, sprawujący ten urząd od 16 lat. Opowiedział nam historię otrzymania daru pieniężnego od p. Stefanii Dulendy z Kanady, dzięki której spotkanie odbywało się w pięknej sali gimnastycznej Obecna na spotkaniu p. Dulenda otrzymała burzę oklasków, ogromny bukiet kwiatów i wdzięczność mieszkańców. Przyjęto nas kolacją z przysmakami polskiej kuchni. Przygrywała miejscowa orkiestra, mająca w repertuarze dawne szlagiery w rodzaju “Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem?“.

 

Ale wróćmy do dnia inauguracyjnego. Wysłuchaliśmy szereg refe­ratów dotyczących polityki zagranicznej, współpracy z Polonią. Jak zwykle ciekawy był wykład p. Zbigniewa Święcha Unii Lu­belskiej. O przemianach demokratycznych w Polsce miała wykład p. Maria Mągoska, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zakończyła swój wykład słowami socjologa Dalendorfa, który twierdzi, żeby zmienić sytuację społeczno-polityczną potrzeba kilku miesię­cy; sytuację gospodarczą - kilku lat, czas sposób myślenia (mentalność) - kilku pokoleń.

 

Ogłoszono wyniki nagrodzonych prac konkursowych. W konkurencji “Powroty do źródeł“ I. miejsce zajął Tadeusz Urbański ze Szwecji, II miejsce Sława Ratajczak z Niemiec, która jeszcze dwukrotne była wzywana po odbiór nagrody za reportaż z ubiegłego Forum oraz za znajomość historii Senatu R.P.

 

Po południu wyjazd da Katowic, do hotelu o tej samej nazwie, w którym spędzimy 5 nocy, robiąc stąd wypady w teren. W hotelu czeka na mnie Beata Siakantaris z Grecji, z którą od paru lat dzielimy wspólny pokój, zaś w ciągu roku jesteśmy w stałym kontakcie. Do dwóch hotelowych wind szturm z walizkami, bo każ­dy chce jak najszybciej znaleźć się w przydzielonym pokoju i przebrać się na “wieczorowo”, bo jesteśmy zaproszeni przez Marszałka Województwa Śląskiego na uroczystą kolację. Jako ostatnie skorzystałyśmy z windy i jako ostatnie przybyłyśmy na kolację. Niezastąpiona Sława Ratajczak z Hamburga zarezerwowała dla nas miejsca przy stole. Przyjęcie było eleganckie przy świecach, a mnie najwięcej ucieszyło czerwone wino.

 

Na drugi dzień rano udajemy się do Sejmu Śląskiego, gdzie wysłuchaliśmy wystąpień a historii Śląska, o patriotyzmie mieszkańców, o powstaniach, a bohaterze Wojciechu Korfantym. Jeszcze zwiedzenie gmachu Sejmu z tajemniczymi, podziemnymi korytarzami i wsiadamy do autokarów, które ruszają z miejsca po tradycyjnym pytaniu: “Czy są wszyscy ?“ Przeważnie są. Wysiadamy w Siemianowicach Śląskich pod pomnikiem Wojciecha Korfantego, tego co przyprowadził Śląsk do Polski. Kwiaty złożyła seniorka Forum p. Maria Lorys.

 

Następnie w programie pole golfowe, chluba Siemianowic. Przyjął nas tu Prezydent miasta i opowiedział o zmianach, rozbudowie i projekcie rozwinięcia turystyki i to dla zamożnych gości.I znów smakołyki polskiej kuchni z kaszanką na czele. Niektórzy ćwiczyli uderzenia kijem w piłkę, inni mierzyli gratisowo ciśnienie. I ja do nich należałam, bo zmusiła mnie do tego Ania Saleh z Libanu. Wynik był u wszystkich pacjentów bardzo dobry. Może to zasługa powietrza w Siemianowicach ? A może aparat był tak nastawiony, jak podejrzewał jeden z obecnych.

 

Czwartek spędzamy w Katowicach. Najpierw warsztaty dziennikarskie, złożenie kwiatów pod pomnikiem Powstańców Śląskich, zwiedzenie hall widowiskowo-sportowej “Spodek“, która może pomieścić 11 tysięcy widzów, zwiedzenie zabytkowych osiedli górniczych, wieczór poetycki i tradycyjny kabaret “d‘EFEKT“ w Klubie Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych “Marcholt“.

 

W piątek jedziemy do Żywca. Miasto położone nad Solą, powyżej jej spiętrzenia w Jezioro Żywieckie, czyli sztuczny zbiornik wodny. Żywiec otrzymał prawa miejskie w 1327 r. W czasie okupacji niemieckiej stanowił jeden z głównych konspiracyjnych punktów prze­rzutowych do Słowacji. Po konferencji z Burmistrzem i Starostą Żywieckim zwiedzamy muzeum sławnego browaru, bo jak wiadomo “Piwo Żywieckie“ znane jest w świecie. (Piwo Żywieckie można kupić na dworcu w Zurychu). Gospodarze przewidzieli poczęstunek tym nektarem.

 

Browar założony został w 1856 r. przez księcia Karola Stefana Habsburga. W czasie okupacji niemieckiej rodzina Habsburgów była szykanowana, ponieważ syn założyciela browaru - Olbrycht nie chciał podpisać Volkslisty. Po wojnie władze komunistyczne uzupełnili to, czego nie wykonali Niemcy, a mianowicie: Odebrano rodzinie Browar i posiadłości żywieckie, pozbawiono książęcą rodzinę obywatelstwa polskiego. W 1993 przywrócono obywatelstwo arcyksiężnej Marii Krystynie Habsburg, córce Olbrychta. Prawie 60 lat spędziła ona zagranicą, mieszkając najpierw w Szwecji, a potem w Szwajcarii. Teraz wróciła do Żywca, do Zamku - dawnej własności Habsburgów. Udaliśmy się na zamek, aby pokłonić się sędziwej arcyksiężnej. W oczekiwaniu na tę chwilę, krążyliśmy po podwórcu zamkowym, słuchając kapeli górali żywieckich, robiliśmy zdjęcia i takie, co to można tylko wsadzić głowę, a reszta jest namalowana. Inni zwiedzili muzeum przyrządów do torturowania. Oprowadzająca pani opowiadała tak dokładnie, jak to się odbywało, że niektóre osoby nie wytrzymywały i opuszczały przybytek okrop­ności. Ja załamałam się przy opowiadaniu o mękach dzieci niegrzecznych. Chowano je potem koło kcścioła i do dziś stoi tam krzyż. A wszystko działo się to w imieniu prawa, bo nikt nie słyszał o bezstresowymi wychowaniu.

 

Wreszcie przyjechała na wózku Arcyksiężna. Błyskały flesze, każdy chciał jak najbliżej być Czarnej Damy, bo może już nigdy nie trafi się taka okazja. Arcyksiężna Habsburg wzięła udział we wspólnym obiedzie w sali zamkowej.

 

A potem miejscowość docelowa - Żory. Konferencja z Prezydentem Żor, który przygotował nam wielką niespodziankę - koncert rozrywkowy orkiestry pod dyrekcją Lotharda Dziwoki. Orkiestra rewelacyjna! Repertuar swingowy. Punktem kulminacyjnym był występ samego Lotharda Dziwoki, który zaśpiewał przebój Luisa Armstronga “Wonder­ful word“. Na stojąco biliśmy brawo zmuszając solistę do podwójnego bisu. I kto by pomyślał, że w Żorach usłyszymy taki piękny koncert

 

Sobota. Już odczuwa się zbliżający koniec Forum. Przy śniadaniu wymiana wizytówek, studiowanie rozkładów jazdy. W dniu tym zawieziono nas do Zabrza, a Zabrze to przede wszystkim Instytut Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii imienia prof. Religi. Jest to jedyny w Polsce prywatny instytut, który zorientowany jest na badaniach teoretycznych i praktycznych aspektów kardiochirurgii. W sali konferencyjnej olbrzymie zdjęcie Profesora. Po przywitaniu został nam przedstawiony zespół lekarzy pracujących w Instytucie, kierowany obecnie przez syna Profesora - dr. Grzegorza Religę. Fundacja działa już 19 rok. Pracuje 60 pracowników. Budżet roczny wynosi 6-7 milionów złotych. Obecnie przeprowadzane są badania w 4-ch kierunkach:

1 )opracowanie polskiego sztucznego serca,

2) bank tkanek na zastawki serca i rogówki oka,

3) konstruk­cja robota kardiochirurgicznego do wykonania operacji serca,

4) stworzenie nowego modelu zastawki indywidualnej dla każdego pacjenta, odtworzonej z jego własnych komórek.

 

Po zwiedzeniu Instytutu i dokonaniu pamiątkowego zdjęcia wyjazd do Bytomia.

 

Patrząc przez okno autobusu, Bytom wydał mi się miastem smutnym. Opuszczone kamienice, wszędzie szaro, puste ulice, może dlatego, że to sobota? Weselej było na rynku, bo grzmiała muzyka ponieważ odbywała się wystawa starych samochodów. Anię Saheh i mnie tak zainteresowały stare wehikuły, że zapomniałyśmy o terminie zbiórki. Gdy przyszłyśmy na miejsce, gdzie miały czekać autokary - nie było ani jednego. Odjechały do Urzędu Miejs­kiego na konferencję z Prezydentem Bytomia. Strach nas ogarnął, że dostaniemy naganę od organizatorów. Taksówki ani na lekarstwo. Nie udało też się nikogo namówić, żeby zabytkowym pojazdem do­wiózł nas na konferencję. Na szczęście miejscowa policja ulitowała się nad zbłąkanymi i zdążyłyśmy na koniec konferencji. Nikt nas nie skrzyczał, bo martwiono się o nas, a V-Prezeski stwierdziły, że “Te dwie zawsze dadzą sobie radę.“

 

Potem juz grzecznie, trzymając się grupy pojechałyśmy zabytkową kolejką wąskotorową z firaneczkami w oknach do Elektrowni Szombierki. Pobyt w Bytomiu zakończył się w Centrum Sztuki Współczesnej, gdzie przyjęto nas kolacją, urozmaiconą występem tenora Juliusza Ursyna Niemcewicza. Wykonał najpiękniejsze arie i pieśni operet­kowe.

 

Niedziela 13 września zakończyła pobyt w Katowicach, a dla mnie była dniem pożegnania, bo wracałam do Krakowa. Tu przyjechałam i stąd muszę odlecieć. Reszta uczestników w uszczuplonym składzie (nie tylko przeze mnie) jechała do Warszawy na zakończenie Forum w Senacie.

 

Jadąc do Krakowa zaczęłam zastanawiać się, tak na gorąco, jakie wyniosłam wrażenia z pobytu na polskiej ziemi. Oto one:

kierowcy już dają pierwszeństwo pieszym przechodzącym na pasach. Małe miejscowości, to nie dawna prowincja. Są bardziej zadbane niż duże miasta, upiększane kwiatami. Najlepiej podobają mi się Gospodarze, gdy mówią o tym co zostało zrobione na ich terenie, a mniej co jest w projekcie. Największe jednak wrażenie zrobił na mnie widok krzyża w każdym urzędzie, każdej szkole i szpitalu.

 

                                                                                                                                  Anna Zymon-Stankiewicz